Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meta-notki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meta-notki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 września 2010

836 test test test czyli grzebanie w HTMLu

test klikania






Zabrałyśmy się wczoraj z nieocenioną Mrouh za dyskutowanie o linkowaniu wybranych elementów grafiki i takie cuś właśnie wyszło, z pomocą Mrouhowego Lubego oraz Wikipedii. Nie jest to oczywiście ósmy cud świata, ale najwyraźniej działa i mozna sobie kiedyś taką mapkę zapodać.

środa, 17 czerwca 2009

531. wygrałam :)

Z wielką radością donoszę, że wygrałam konkurs :D Pyszczek mi się wczoraj śmiał od ucha do ucha, bo wreszcie, po ponad dekadzie w tej firmie, udało mi się coś wygrać. Teraz jeszcze sporo roboty przede mną, bo wszystkie notatki, jakie zrobiłam na papierze rozmawiając z ludźmi, trzeba wklepać w system. No, ale to już nie jest ani trochę stresujące.

Wykorzystałam wygraną od razu, zakupiłam dwie nowe poduszki, mikser do robienia owocowych koktajli w porcjach jednoosobowych (w starym rozbiło mi się niestety kubełko), nową deskę do krojenia, wyciskacz do czosnku, portki w biało-granatowe prążki, zawieszałkę do ceramicznej płytki w kuchni... przeanalizowałam jeszcze stertę patelni, ale na razie żadna mi nie odpowiada. Nic to - Tomuś obiecał, że przy najbliższej okazji patelnię zakupi... na co moją pierwszą reakcją było "rety, a będziesz umiał??", ale mój małżonek jest na tyle obtrzaskany kuchennie, że sobie przecież poradzi.

W sobotę wybieram się jeszcze na zakupy obuwnicze, głównie w związku z Wyprawą. Pojadą na pewno buty "wspinaczkowe", skoro mamy zdobywać szczyt wyższy od Gerlachu, które na szczęście są lekkie, choć miejsca trochę zajmują. Do tego przydały by się sandały turystyczne, zapinane, w których ewentualnie można chodzić po wodzie (w związku z wędrówką po rzece do wodospadów). No i klapeczki jakieś do jazdy w samochodzie, klapeczek nigdy nie ma za dużo...

Jeśli zakupy się nie udadzą, to jakoś wyżyję, ale fajnie byłoby te nowe butki nabyć.

PS. Na wypadek gdyby ktoś kuknął do starszych komentarzy i znalazł tam moje wpisy składające się wyłącznie z kropki... czasem "zawiesza" mi się lista obserwowanych blogów i dopiero po nowym wpisie albo komentarzu się odblokowuje. Dziwne.

piątek, 22 maja 2009

511. przed wyjazdem

Jesteśmy spakowani, a mnie do rozumu przyczepiła się poniższa melodia i śpiewa mi się... Tu można znaleźć tłumaczenie na angielski, bardzo przyjemny obrazek, powiedziałabym.

Aha, będę testować wysyłanie smsowych notek na bloga z odległości kilkuset kilometrów... kiedy wysyłałam je z bliska, z biurka w pracy, to wszystko pięknie działało, więc mam nadzieję, że i z dalsza się uda :) Choć te klawiszyki takie tycie na komórce, trudno się klepie, notki będą króciutkie.

czwartek, 21 maja 2009

509. co ma walizka do wojny secesyjnej?

Zaczęło się niewinnie od tego, że znajomy miał na gg wielce poetycki opis "spakowałem nesesery, bo już dzionków tylko cztery." Zamyśliłam się nad mało używanym słówkiem neseser, które w moim rozumie mieszka tuż obok etażerki. Czyżby był jakiś związek z necessary, z przedmiotami niezbędnymi?

Okazuje się, że owszem! Neseser przyszedł do nas z języka francuskiego, a jeszcze wcześniej z łaciny i znaczy w zaokrągleniu rzeczy, od których nie można się odłączyć. Co stanowi znakomity argument w kwestii przedmiotów, jakie kobieta musi, po prostu musi zabrać ze sobą na jakikolwiek wyjazd. Kobietki, ja myślę, że o ile te rzeczy są wpakowane do NESESERA, to ich obecność jest absolutnie usprawiedliwiona!

Wracając jednak do wątku głównego: secesja, wojna secesyjna mają w sobie kawałek tego samego łacińskiego wyrazu, odnoszącego się do oddzielania od czegoś. Takoż "scedować" będzie również słowem pokrewnym.

Związek z etażerką jest zaś taki, że oba słówka przybyły z Francji; oba brzmią fajnie, jakoś tak staroświecko, coś jak ta sepiowa kartka w poprzednim wpisie :)

Z zupełnie innej beczki i w innym nastroju - mam zapytanie: czy ktoś spotkał się z tym, że wpisuje u kogoś na blogspocie komentarz w układzie takim, jak poniżej, naciska "zamieść komentarz", wychodzą literki do wpisania, wklepuje je, a tu wyskakuje brzydki czerwony napis, że się komentarza nie da zamieścić. Klikam "zamieść" powtórnie, wychodzą znowu literki, wpisuję - komentarz tym razem wchodzi bez kłopotu. Wie ktoś coś? Da się to usprawnić?

czwartek, 7 maja 2009

501. ptaszki ćwierkaszki

Zbudziłam się zeszłej nocy o trzeciej. Niedługo potem zaczął się ptasi koncert. Wyszłam aż na balkon z ciekawości, choć takie nocne śpiewy zdarzają się nie po raz pierwszy, a w zasadzie pewnie co noc, tylko szkieuka śpi. Nawet w poprzednim mieszkaniu miałam problem ze spaniem na wiosnę, bo ptaki ciernistych krzaków (tak sobie je nazwałam, bo odgłosy zdawały się dochodzić ze szpaleru kolczastych krzewów) darły dzioby.

Zamykam więc szczelnie okno, zaciągam zasłony - nie pomaga. Grrrt. Tiurrrli tiurli tiuuuuurli! Idę sobie do łazienki, po picie, potem do internetu, wśród ptasich treli instaluję sobie Google Analytics na szkieukowym blogasku, teraz będę o Was wszystko wiedzieć! Ha ha ha :D Skąd jesteście, jak przyszliście, jaką macie przeglądarkę i jak długo tu siedzieliście. Gdyby ktoś chciał sobie wziąć, to Analytics jest za darmo, a dowiedziałam się o tym z pracy, kiedy dostałam dostęp do danych o naszych redakcyjnych stronach.

Czy ktoś wie coś o tych nocnych ptakach? Czasem śpiewają bardziej pojedynczo, jak zeszłej nocy, czasem bardziej chóralnie; kiedy zaczyna się delikatnie rozwidniać, albo w zupełnych ciemnościach.

A w ramach wiosennych obrazków - migawki z naszego osiedla. Najpierw kwitnące drzewo, które zagląda nam do sypialni...

..potem super-zielone drzewo z drugiej strony budynku...

...i wreszcie drzewo u sąsiadów, które właśnie wybuchło białym kwieciem.

środa, 22 kwietnia 2009

488. udało się :)

Znaczy się, mogę teraz wysyłać pościki z byle kąd - tylko krótkie i bez polskich znaków, rzecz jasna. Zobaczymy jednak, czy blogger nie zasypie mnie przypadkiem smsami reklamowymi - wtedy usługa zostanie czasowo wyłączona, do pierwszej większej wycieczki.
Donoszę poza tym, że niestety nie udało się wykręcić od pieczątki na ruskich dokumentach. Wygrzebałam dziś rano w magazynie starą pieczęć, niestety - zaschniętą cokolwiek, a ma się sama niby nawadniać tuszem. No i albo nie umiem się posługiwać taką cywilizacją, albo design jakiś felerny, bo nie udało mi się dolać tuszu. Ani z buteleczki, która była w pudełku z pieczątką (bo tusz miał konsystencję gęstego syropu), ani z nowszego pojemniczka z szafy. Odcisnęłam, jak mogłam, zeskanowałam stroniczki, poooooszły. Mam nadzieję, że taka pieczątka starczy, choć marna.

piątek, 13 lutego 2009

429. nowe kolorki

Chyba długo ten wystrój nie pożyje... nie za bardzo lubie, kiedy tło jest ciemnawe. Hm. Popatrzę jeszcze, może się przyzwyczaję?
A zdjęcie jest z zamku z Niemiec, zwiedzanego w listopadzie.
W ogóle to dostałam zamówienie na 40 (!) serduszek z masy solnej :) Cieszę się, bo kaska będzie, ale z drugiej strony - wszystkie mają mieć jednakowy design, tyle, że połowa różowa, połowa w kolorze zieleni chlorofilowej, bo to na imprezę przedślubną nauczycielki biologii.
Mam pomysła, żeby w taki sam sposób produkować dekoracje jajeczne- można odbić koronkę, czego jeszcze nie próbowałam, ale przecież kiedyś trzeba!

środa, 19 listopada 2008

Pay it forward!

Zapisalam sie na PIFa u AlterEgo... Zatem i u mnie mozna. Oto zasady, zapewne znane juz wielu osobom:
1) należy posiadać własnego bloga;
2) pierwsze 3 osoby, które wpiszą się w komentarzach pod tym postem otrzymaja mały, ręcznie robiony prezencik;
3) prezencik zostanie wysłany w ciągu 365 dni;
4) za to nalezy "zapłacić", umieszczając na swoim blogu post podobnej treści i dać szansę 3 kolejnym blogowiczom na złapanie prezenciku.
5) Każdy blogowicz może uczestniczyć w tej zabawie maksimum 3 razy.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Zmiana dekoracji

Poza tym spadł dziś pierwszy "mierzalny" śnieg (tak mówili w dzienniku porannym), więc nastąpiła zmiana wystroju blogaska.

poniedziałek, 10 listopada 2008

nowe odkrycie googlowe

Gugiel po raz kolejny mnie pozytywnie zaskoczył. Okazuje się, że w Google Documents można sobie robić notatki, np. w Wordopodobnym edytorze tekstu, łącznie z wstawianiem linków, kolorowaniem itp, po czym te notatki cyk publikuje się jako stronę w necie, strona dostaje adres i można zlinkować - jak na przykład uczyniłam to po lewej stronie, dodając link do planów przyszłorocznej wyprawy na Zachodnie Wybrzeże.
Czyli FrontPage mi już nie będzie potrzebny :)

środa, 9 lipca 2008

nowy link | new feature

Stwierdziłam ostatnio, że wycieczki mi się zaczynają zacierać. Może nie tyle zwiedzane obiekty, co chronologia. Poskładałam więc małą podstronkę z linkami do mapek i zdjęć, właśnie w kolejności chronologicznej. Zawiera ona tylko średnie i wielkie wyprawy, czyli takie, które obejmowały noclegi. Jest ich już dość sporo, jak na te trzy lata, a planujemy jeszcze ze dwadzieścia lat wycieczek, więc lepiej zawczasu je spisywać :).
Tak powstał TraveLog w lewym górnym rogu - na razie jeszcze w stadium budowy, większość linków nie działa, a i guzików brakuje. Docelowo chciałabym przynajmiej przy największych wyjazdach mieć mapy na Googlach oraz linki do zdjęć. Mniejsze na razie będą się musiały zadowolić samymi zdjęciami.
I've found out recently that our travels are beginning to blur in my memory a bit - perhaps not the objects and attractions, byt the chronology. So I threw together a little sub-page with links to maps and photo albums in chronological order. It will include only the medium and big trips, meaning the ones that involved an overnight stay away from home. There is already a bunch of them and since we are planning another twenty years of travel, we'd better start the list right now!
This is the reasoning behind TraveLog - see the link in upper left corner. It's still under construction, most of the links are not linked to anything and not all buttons have been placed. The goal is to have Goggle maps for at least the big trips and links to photos for all of them.

piątek, 27 czerwca 2008

test i matthiessen

Test
-- ================================================================== This mobile text message is brought to you by AT&T

Ta-dam! Zdaje się, że wyczaiłam, jak wysyłać blogaskowe zapiski z komórki. SMS-ów raczej nie pisuję, bo są sposoby komunikacji łatwiejsze dla moich paluszków o końcówkach nieco niewygodnych na moich mikrych guzikach w telefonie - ale, jak słowo honoru, będę klepać małe wiadomostki z co większych wypraw!
Tomuś wybrał się był wczoraj do nowego parku – Matthiessen State Park się to miejsce nazywa i zachodzi obawa, że Starved Rock trochę straci na znaczeniu, jako że Matthiessen jest przynajmniej równie fajny. Natrzaskał zdjęć przeraźliwie wręcz zielonych (i wodnych przy tym) i teraz ja też koniecznie chcę się tam wybrać!
Rozkminiamy nadal ten nowy aparat; na otwartych terenach robi zdjęcia bardzo pięknie, ale okoliczności wąwozowe czy podobne kontrasty światła i cienia powodują, że część obrazka jest zwykle nazbyt biała. T zna tajny, a skuteczny sposób na podleczenie tego w PhotoShopie, ale może da się jakoś zmienić ustawienia, żeby nie trzeba było każdego zdjęcia poprawiać?
Na weekend planów na razie nie ma; ostatnie dwa spędziliśmy poza domem, za-następny prawdopodobnie też (Missouri, o ile statek pływa po Mississippi – a jeśli nie, to Sleeping Bear Dunes w Michigan). Lekcja, sprzątanie, pranie, kościółki i krafciki. Jak zwykle.
PS. Ramka pochodzi z paper garden freebie, a tło z wedding grad freebie.






wtorek, 24 czerwca 2008

nowa zabawka

Zrozumiałam chyba wreszcie, jak działa robienie prywatnych mapek na Google Maps. Najwyraźniej nie da się wyznaczyć trasy za pomocą "Search", a potem ją zachować w mapkach. Trzeba wyznaczać punkty, dodawać do "my maps", a potem hulać z opisami, w których można zawrzeć zdjęcia, linki i ponoć filmiki. Kreski od jednego miejsca do drugiego też sobie trzeba samemu namalować.
Bawi mnie to kombinowanie i raduje fakt, że do takiej mapki ma się potem dostęp zawsze i wszędzie (tam, gdzie jest internet), oraz że da się ją wydrukować, wyemailować oraz zlinkować. Takoż i przybył odnośny link w prawym górnym rogu - i mapka zawsze będzie na bieżąco :).

środa, 5 września 2007

wodne kolorki


Oto sporządzone wczoraj ateciaki - te znaczkowe. Akwarelki może płaskie, ale (na razie) lepiej nie umiem. Mam książkę do akwarelowania, ale to jeszcze nie oznacza, że potrafię :)
Na marginesie dodaję zaś nowy dział - instrukcje: inni nazywają to kursami albo tutorialami, a chodzi o przepis na krafta, w tym przypadku na śnieżynki na metalowej płytce.

czwartek, 28 czerwca 2007

zmiany

Zmieniam wygląd blogaska, a natchnieniem jest zestaw ramek do zdjec, jakie sobie sciagnelam. Wygladaja wlasnie tak scrapbookowo / staroswiecko, jak z pozolklego albumu. Na razie probka nowej grafiki. Zdjecie w bannerze - jeden z petroglifow, jakie mielismy przywilej ogladac. W sam raz tematyka na lato. I cala jestem zadowolona, ze mi sie udalo zlepic grafike o nierownym brzegu z reszta szablonu :)

środa, 9 maja 2007

Eksperymenty trwają

Eksperymenty z nową galerią – jest link po prawej, ale mam na razie problem, bo się otwiera na taj samej stronie, co blog i potem trudno jest wrócić. Muszę sobie przypomnieć, jak ją zmusić do otwarcia nowego okna. W ogóle to wolałabym ją chyba w jakichś innych kolorach – niech by już był ciepły beżowy, ale nie taki szarobury.Eksperymentuję też z ramkami na zdjęcia – może takie podwijane rogi to lekki fajans, ale co mi tam :). A kwiatki się chyba wszystkie ładnie przyjęły, stoją na baczność i świecą kolorkami.

/> Aha, i mamy jeszcze eksperymenty zdrowotne – wymieniamy się w pracy lekami, co brzmi niebezpiecznie, ale chodzi głównie o tabletki do ssania. Cały kurnik kaszle i smarka.

piątek, 27 kwietnia 2007

niemiła przygoda

W nocy włamano mi się do autka. Jest to nieprzyjemna historia – nawet nie chodzi o koszt, bo wstawienie nowej szyby nie będzie kosztowało fortuny. Nie ukradziono mi też nic wartościowego – nie trzymam w aucie pieniędzy, odkąd wprowadzono na autostradach I-passy. Złodziej zwędził jedynie odtwarzacz CD, ale się srodze zawiedzie, bo był to najtańszy Walmartowy model, który po tych kilku latach używania solidnie nawalał. Nie grał w zimnie, nie grał na upale, a w temperaturach pośrednich przerywał szpetnie. Kradziej zawiedzie się więc głęboko. Tym bardziej, że grzebał tam, gdzie zwykle się trzyma monety i nic nie znalazł. Gdybym nawet tam miała jakieś pieniądze, to na pewno jakieś kilka dolarów, bo ileż można mieć w monetach?
Nie zabrał na szczęście mojej ulubionej angielskiej Biblii, która po pierwsze była prezentem, a po drugie – jest niezwykle mądra, bo ma milionpiencet przypisów historyczno-ogólnoznawczych. Tak więc naprawdę mogło być gorzej.
Zadzwoniłam na policję, przyjechała policjantka o takim wyglądzie, że złoczyńcy powinni w ogóle z mety przestać robić przestępstwa. Spisała, dała numerek raportu, powiedziała, że mogę sobie posprzątać. Następnie zadzwoniłam do ubezpieczenia, które i tak nie pokryje kosztów naprawy, bo są za małe (płaci dopiero od pięciu stówek). No i tyle. Tomuś mówi, że jutro pojadą wmontować nową szybę, a dzisiaj muszę sobie okno zakleić folią. Co będzie ciekawe, bo neonkowe drzwi nie mają ramy i worek będę przylepiać w pracy do dachu pojazdu, a potem odlepiać, żeby wrócić do domu J.
No i czy mam się obrazić na Amerykę, że mnie takie coś spotkało? Nie sądzę; koszt naprawy zapewne nie będzie większy, niż kilkanaście godzin pracy, a i z samą czynnością nie powinno być kłopotu. Szan. Małżonek nawet zażartował, że gdyby ukradli całe auto, to może byłoby lepiej, bo ubezpieczenie by coś zwróciło. Tylko żeby złodziej zostawił Biblię w zaparkowanej obok czarnej impali...
- - -
Żeby się tak niemiło nie kończyło, pozwolę sobie dodać nieśmiałą próbę „digi-scrapa”, czyli kartki z cyfrowego scrapbooka. Jest to na razie nieśmiała próba, bo po pierwsze nie mam wprawy, a po drugie, nie dostaje mi rozmaitych elementów dekoracyjnych, które można sobie ściągać z różnych miejsc w necie do koloru, do wyboru. Próbuję, bo mnie to ciekawi, ale jednak serce mnie ciągnie ku scrapbookom papierowym... Ale z trzeciej strony – albumy cyfrowe zajmują mniej miejsca i można je komuś pokazać... Sama nie wiem. Może za kilka lat się przestawię?
Tak samo jak z tym blogiem – minęło jakieś sześć- siedem lat chyba od najpierwsiejszych początków, od pierwszego grzebania we FrontPage’u i PhotoShopie. Próbowałam robić strony w Wordzie, ale chociaż Word teoretycznie ma możliwość zapamiętywania w formacie html, na dłuższą metę się do prowadzenia strony nie nadaje. Ostatnio była krótka, a intensywna przygoda z Adobe GoLive. Wszystkie te opcje nie umożliwiają jednak takich bajerów, jak zostawianie komentarzy do poszczególnych postów, automatyczna archiwizacja czy oznaczanie wpisów etykietkami tematycznymi. No i ze zdjęciami jest jakoby łatwiej – miniaturka robi się „sama” i samodzielnie też linkuje się z większą wersją.
Jak do tej pory widzę, że nie za bardzo da się pisać po polsku w okienku blogowego edytora – wpisanie „ś” sprawia, że post się znienacka publikuje, natomiast „ż” wymazuje randomalnie kawałek zdania. Nie powinno się tak dziać – Blogspot powiada, że takie czynności są powiązane z skrótami klawiaturowymi z CTRL, a przecież polskie znaki pisze się za pomocą ALT, a i tak są takie niespodzianki. No trudno, nie zawsze pierwszy maja, będzie się notki klepało w Wordzie. Tym bardziej, że nasza domowa sieć bez drutu miewa czasem zawahania, a BARDZO nie lubię tracić tego, co już naklepałam.
Dostrzegam też pewne niekonsekwencje językowe, jakie funduje Blogspot – ni z gruszki, ni z pietruszki nazwy miesięcy w archiwum są po angielsku, a niby włączyłam polską wersję. Hm. Może się to kiedyś później wyjaśni.
Trzeba będzie też odbudować linki i wszystko inne, ale to po kawałeczku. Oficjalna data odpalenia nowego miejsca dla szkieuek w sieci to pierwszy maja.