Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inchies-rinchies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inchies-rinchies. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 września 2008

Maxwell :(

Smutna wiadomość - Max nagle odszedł, trudno mi napisać "umarł", bo to słowo zupełnie nie pasuje do osiemnastolatka. W piatek mu się polepszyło, a w nocy z piątku na sobotę zmarł. Byłam wczoraj na "wake", czyli spotkaniu przedpogrzebowym, razem z wielkim tłumem innych znajomych, przyjaciół i rodziny. Nie umiem sobie wyobrazić, co czuje jego mama, bo dla mnie jest to zdarzenie niezrozumiałe i nierzeczywiste, choć Maxa nie znałam. To tak, jakby nagle deszcz zaczął padać do góry, albo woda stała się sucha. Zupełnie przeciwnie naturze.
Takie zdarzenie, rzecz jasna, stwarza perspektywę dla moich własnych problemów i problemików, czasem rozdmuchanych przez zbyt długie rozważanie czyichś słów. Mówię sobie - wstawaj, otrzep portki z kurzu i maszeruj dalej.
W ramach maszerowania zrobiłam wczoraj późnym wieczorem, choć trochę na siłę, kilka calówek na wymianę - temat "fashion". Torebeczki, buciki, nieco geografii.

I jeszcze RAK - Random Act of Kindness, niespodziewany prezencik od Karen: w notesiku można powiedzieć vintage odbiła nieco swoich pieczątek. No cóż, są to pieczątki z wyższej półki. Bardzo ładne. I jest też nieco miejsca na jakieś nowe, gdybym sobie chciała dołożyć :)

poniedziałek, 8 września 2008

A co to?

Prawie tydzień nic się nie naklepało? Jak to się dzieje, że mimo najlepszych chęci zatrzymania, czas pędzi dzień po dniu i nawet nie wiadomo kiedy... Tu praca, tam lekcja, kościółek, eksperymenta kulinarne, ateciak, kartka - i nie ma, fru, przeleciało.
Zdjęcia przedstawiam najnowszej partii ateciaków otrzymanych. Ciekawe techniki: ptak jest felted - czyli włókienka są przytwierdzane do filcu poprzez dziabanie igłami. Potem conieco wyszywania i koralików. BARDZO fajne, a cieszę się tym bardziej, że ptaszysko było robione specjalnie dla mnie, bo na ateciakowej stronie jest do nich kolejka :)
Karta kawowa jest ze szmatek - wycięta filiżanka, przylepiona do szmatkowego tła. Karty na dole - kolorowe krajobrazy - to technika encaustic, o której już kiedyś chyba pisałam: to malowanie rozpuszczonym woskiem.
Drzewa to akwarele z dalekiej i zimnej Kanady.

Porcja druga: calówki i cal-kółka na wymiany. Trochę z językiem na brodzie, można powiedzieć - nie tyle ich robienie, co wykańczanie (przylepianie podpisów na odwrocie), przygotowanie do wysłania itd.
Pierwsza seria to temat azjatycki, druga - zimowo-Christmasowy, a cal-kółka migły być dowolne. Zobaczymy, co do mnie przyjdzie w ramach tych wymian :).



I wreszcie największa produkcja ostatnich dni - albumik z wyprawy do Michigan z zeszłego tygodnia. Najlepiej chyba produkować pamiątki od razu :). Pojedzie do rodziny w Polsce.
Nazbierałam na plażach i po lasach materiałów typu patyczki, chaszcze, kamyki, a do tego doszła stargana tektura z falistym wnętrzem i biała akrylówka w formie paćkanej. Nie wiem, jak szanowna rodzinka to zniesie, bo to zupełnie inny rodzaj estetyki, który dla nich może się okazać nieestetyczny, ale trudno, raz kozie śmierć.
Na zdjęciach okładka, koraliki (danglies je sobie w tubylczym języku nazywam), potem rozkładówka z tekstem, rozkładówka z dwoma zdjęciami i trochę szczegółów.


czwartek, 7 sierpnia 2008

Raport z łazienki | Bathroom report

Najnowsze dzieła – tag, inchies i rinchies. Calówki i cal-kółka. Tak sobie to przetłumaczę.
Przeniosłam kraftownię do... łazienki, co może wydawać się dziwne, więc śpieszę wyjaśnić: łazienki mamy dwie, więc nikt specjalnie nie cierpi, jeśli jedna z nich jest wieczorem permanentnie zajęta. Po drugie – jest to dość spore pomieszczenie, z ładnym kolorem na ścianach, z dobrym światłem (pomysł T), sporą ladą i CHŁODEM. Są też półki, obecnie zajęte przez ozdóbki, więc można tam różne rzeczy magazynować :).
Pakuję zatem wybrany dobytek kraftowy do koszyków i instaluję się w łazience.
Wczoraj zrobiłam sobie kartkę zmiętej bibułki. Powstał z niej tag na wyzwanie w Tag! You are it, a potem inchies – calowe kwadraciki w związku z wymianami na Atcsforall. Ciekawie pracuje się z takimi maliznami :). Ostatnio wymyślono też rinchies – calowe kółeczka. Można by się zastanawiać PO CO TO – ano, do mania, jak wiele artystycznych przedmiocików, jakie się produkuje i rozsiewa po świecie. Przypominają mi się pieniążki robione w dziecięctwie, albo też kwadraciki do gier... na przykład do „Zbieramy kwiatki”, prościutkiej gry planszowej, w którą mogłam grać godzinami.
The latest pieces – a tag, some inchies and rinchies.
I have moved crafting to… the bathroom. It may sound strange, so I explain: there are two bathrooms, so nobody is inconvenienced if one of them is out of commission in the evening. Secondly – it’s a sizeable room, with walls painted in soothing colors, good light (invented by DH), a big counter and nice AIR CONDITIONING. There are also shelves, currently occupied by some trinkets, which can be used for storing supplies.
So – I pack my crafting belongings into baskets and install myself in the bathroom.
Yesterday I made a sheet of crinkly tissue. Then I used it for a lime-teal-black challenge from
Tag! You are it. Then I experimented with some inchies – first time ever. It’s kind of interesting to work on such tiny pieces. Recently I found out about rinchies as well – those are circles, one inch in diameter. Some for swaps on Atcsforall, some just experimental.
One could wonder what the purpose is of this tiny art… oh well, just to HAVE and enjoy, similarly to so many other pieces one creates and spreads over this planet. They remind me of the coins we made in childhood times, and also of little square game pieces… there was this board game named “We Collect Flowers”, very simple, but we could play it for hours :).