Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grudniownik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grudniownik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 listopada 2016

16:67. przygotowania do grudniownika

Nie bardzo zamierzałam brać się za grudniownik, ale przypomniałam sobie, że mam dwa (!) zestawy liczb, otrzymane w zeszłym roku na Gwiazdkę - no i co ja z nimi zrobię? :) Oraz ze stertą innych przydasiów... Poza tym naoglądałam się motywacji, jak choćby u Kasi, a przy tym przejrzałam sobie mój własny album z zeszłego roku... No i dobra, jakoś może damy radę.

Sporządziłam dzisiaj okładkę...




,,,która sama w sobie jest trochę wspomnieniowa i sentymentalna. Uczestniczą w niej bowiem różne prezenty. Mamy brushosową zieleń od Mrouh, ze embossowanymi śnieżynkami, upieczonymi nagrzewnicą od Niki. Dalej jest wielka śnieżyna od Mrouh, a na niej obrazeczek tytułowy z tego samego zestawu, co liczby - od Sohe. Same okładki są z recyklingowej tektury falistej, oklejonej śnieżynkowymi papierami od Lindy.



Pierwsza strona to dwie pieczątki ze Sklepu Drugiej Szansy - myślę, że fajnie się komponują z tematyką miesiąca. Całe wnętrze to też papier z Drugiej Szansy; kupiłam używany szkicownik, tak że kartki wyrywam, przycinam, dziurkuję i gotowe.

Popełniłam nawet mały falstart i przykleiłam już cyfrę na pierwszy dzień, do której w sam raz nadała się stara kartka świąteczna, chyba od Mary. "Masz, bo tobie pewnie się do czegoś przyda." No to się i przydaje.


wtorek, 19 stycznia 2016

15:77. grudniownik śmieciownik


Udało mi się nie porzucić projektu Grudniownik. Sukces, można powiedzieć, a zarazem ciekawe doświadczenie i wcale nie w zakresie wytrwałości. Zrobienie jednej stronki 5x5 cali dziennie (albo nadrobienie dwóch czy trzech dni za jednym zamachem) nie jest takim znowu ogromnym zadaniem. Pod warunkiem... że się robi na szybko notatki z wydarzeń, na przykład w Evernote albo na świstkach.

To właśnie stanowi esencję wspomnianego doświadczenia: chwilka refleksji nad tym, czym się wypełniło dzień:
  • czy spędziło się czas pożytecznie?
  • czy warto tak pędzić (co w sumie zawarte jest etymologicznie w sPĘDZAniu :) - czy wszystkie czynności są konieczne?
  • co można zrobić wcześniej, żeby w grudniu nie pękać ze stresu?
  • co pozostanie na długo (wyremontowana łazienka), co na chwilę (kartki świąteczne), a co w ogóle umyka jak płatek śniegu spadającego z deszczem?
  • co robię dla siebie, co dla innych - i co robię dla innych po to, żebym sama poczuła się ważna?
  • nad którymi punktami trzeba się zatrzymać i przypomnieć sobie o wdzięczności - czasem za sprawy oczywiste, jak powrót do spokojnego domu?
Druga grupa myśli, już o samej formie: napatrzyłam się przed rozpoczęciem na piękne grudniowniki, na przykład bazujące na Project Life, na skoordynowanych elegancko kartach w kieszonkach, albo też i na kajety przygotowane z wyprzedzeniem - takoż konsekwentne od pierwszego do trzydziestego pierwszego.

A u mnie - bałagan. Nie trzymam się nawet niebiesko-zielonego założenia z początku, bo jeśli akurat trafiły się czerwone czy różowe eksponaty, to taka wychodzi stronka. I już. Naprawdę dobrze, że zrezygnowałam z pierwotnej palety czerwono-zielonej, bo bez oczopląsu by się nie obeszło.

Nawklejałam też rozmaitych śmieci: biletów, kawalątków opakowań, wstążeczek, fragmentów ulotek - stąd tytułowy grudniownik-śmieciownik. Musiałam często dodawać klapki i to wielokrotne, bo się zbiory nie mieściły. Rezultatem jest wielki, kolorowy misz-masz - ale chyba mi to  właśnie odpowiada. W końcu cały grudzień to taki rozpędzony pociąg z całkiem innymi towarami w każdym wagonie :)

Album wyszedł grubaśny i mocno interaktywny. Nie ma sensu fotografowanie każdej stroniczki, więc zamieszczę jedynie wybranych przedstawicieli.

Okładki są dość marne - wycinki z torby, w której dostałam prezenty od T. Fajnie byłoby je podkręcić jakimiś jeszcze ozdóbkami, ale realistycznie nie ma chyba na to szans. Władzę objęły już inne projekty.


W pierwszych dniach mieściłam się na jednej stroniczce, ale szybko okazało się, że to za mało - pojawiły się wklejki i klapki.


Eksperymenty z zimowym malowaniem - jedne udane, inne nie bardzo.


Przykłady dodatkowych klapek (i śnieżyna testowana do kartek świątecznych).



Końcówka - opakowanie z czekolady z fajną ilustracją oraz koperta na sklepowe kwitki.


A najbardziej w grudniowniku podoba mi się to, że wyszedł taki grubaśny :) Bogatość, śmieciowa, ale bogatość!


sobota, 5 grudnia 2015

15:62. grudniownik - uda się?


Wróciłam z Polski i zaraz spadł śnieg - na razie jest magicznie i zachwycająco (to znaczy było, bo do dzisiaj śnieżek zdążył już stopnieć). Mniej fantastyczne jest to, że chyba w miarę przybywania lat zwiększają się też moje kłopoty ze zmianą czasu, szczególnie przy powrocie. Po prostu mnie to męczy - wstaję o czwartej, pół godziny później zabieram się za obiad, żeby jakoś użytecznie spożytkować czas, skoro się już wstało. 

Kot myśli, że już jest rano i trzeba jeść. Towarzyszy mi przy garach, na długo przed świtem idzie z powrotem spać. Za to wstaje T. Obiad już gotowy. Czytam sobie jakieś mądrości, idę wcześnie do pracy, spalam się (bo wcale nie jest tak spokojnie, jak się spodziewałam). Wieczorem padam na nos wcześniej, niż powinnam, idę spać, o czwartej okazuje się, że skończyłam już spanie. Można gotować obiad :)


Naczytałam się ostatnio o grudniownikach i mi się zachciało też spróbować. Dawno temu były już podchody w postaci codziennych tagów, ale niestety nie dojechałam do końca miesiąca. Może teraz się uda?

Miałam na myśli hasło "Zatrzymaj się na chwilę..." - dlatego, że grudzień zwykle pędzi jak dziki, a przyjemnie byłoby ten miesiąc jakoś spowolnić, może przez lepszą organizację, może przez powrót do spokojnych zajęć w postaci chociażby maleńkich pakiecików jakiegoś języka obcego. (Gdzieś mi się przewinęło stwierdzenie, że poznawanie języków wyzwala podobne reakcje jak jedzenie czekolady - endorfiny, czy coś tam... hm.)

No i mam chęć pozbyć się chociaż części świątecznych papierów, jakie dostałam kilka lat temu w ilości zawrotnogłownej, czyli przypominającej wielkością (i ciężarem) płytę chodnikową. Będzie to dodatkowe wyzwanie, bo zestaw jest generalnie czerwono-zielony, czyli w ogóle nie moje kolory, wolałabym siedzieć w bieli, srebrze i niebieskościach.

Edit: Nie da się na czerwono-zielono. Płyta chodnikowa pozostanie i nadal będzie mnie prześladować. Kilka dni temu zaczęłam pierwszą kartę i nie mogę patrzyć na ten zestaw, jest zbyt krasiopisiato. Wytargałam co trzeba było i przerobiłam na niebieskości.

Na razie mam wnętrze - pięć baz, na czterech z nich po trzy klapki (czyli miejsce na siedem dni), na piatej bazie jedna klapka na pozostałe trzy dni miesiąca. Okładki przycięte, i oklejone, potrzeba jeszcze napis.




Zdjęcia bardzo marne, ze stołu, bo ze światłem dziennym widuję się mało co. Takie nastały czasy :)