Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3D. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3D. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 maja 2015

15:47. jak nie fortepian, to torby

Odwiązałam się dziś na fejzbuku od śledzenia pewnej osoby, co zdarza mi się baaaardzo rzadko. Z raz albo dwa w ogóle się odprzyjaźniłam (ze względu na wulgaryzmy na tablicy i ogólną niezgodność charakterów), odśledzenie miało miejsce też pierwszy albo drugi raz. Powód? Przebrała się miarka infografik o zdrowotności. Patrzeć już nie mogę na wieści o zbawiennych skutkach spożywania oleju kokosowego, o alkalicznym stylu życia, odkwaszaniu organizmu, piciu zmiksowanych warzyw o podejrzanej kolorystyce, naciskaniu na palec, żeby poprawić wzrok i takich tam. Część porad jest oczywiście jak najbardziej rozsądna, ale jeśli ktoś pakuje sobie na tablicę po kilkanaście takich obrazków dziennie, to sorki, ale straciłam cierpliwość. Tym bardziej, że osoba w swoich postach tworzy chcący bądź niechcący wrażenie "o, patrzcie, jestem lepsza od was wszystkich, bo zajadam mielony szpinak i kotlety z buraków, a wy nie, ha!"

Infografiki przywaliły mnie do tego stopnia, że śniło mi się, iż wylądowałam w gabinecie jakiejś takiej mega-zdrowotnej pańci-doradczyni, z którego chciałam od razu wyjść, ale pani powiedziała, że guzik - muszę zapłacić za "wizytę" i to jakąś wielką kwotę. Dałam grosze, wykręcając się, że więcej nie mam, a zarazem trzymając mentalne kciuki za to, żeby zdrowotna nie dojrzała w portmonetce kart kredytowych.

I właściwie mi się udało, tylko że jakoby za karę narosło mi rzeczy do zabrania, które nijak się nie chciały pomieścić do toreb, jakie byłam w stanie zabrać. To też powracający motyw senny, jak opisywany wcześniej fortepian. Nie wiem nawet, jak się to pakowanie skończyło, może po prostu się obudziłam. Miau dba, żebyśmy za długo nie spali.

Tak więc ilość infografik ukróciłam, żeby mi się już oleje kokosowe nie śniły po nocach.

W domciu zaś trwają zajęcia stoczniowe - prawie że skończyłam elementy na jutrzejszą szkółkę. Jeszcze tylko pozostało sporądzić ławeczki do łódek i pociąć pianki modelarskie na prostokąty, żeby każdy mógł sobie zrobić swoje Morze Galilejskie.





środa, 20 maja 2015

15:46. filiżanking c.d.

Papierowa filiżanka skończona i spakowana, jutro będzie wręczona na frezent.


Są w niej różne tam niedoskonałości, ale jak na pierwszy raz to chyba nienajgorzej. Jeszcze jest taki kiks, że zdjęcia pstryknęłam przed potuszowaniem brzegów (tak to bywa, jak się coś robi pędem w ostatniej chwili), więc ostateczna wersja jest ciut lepiej wykończona. (Note to self - zakupić jakiś tani brązowy tusz do brzegów, bo obecny jest już na ostatnich nogach.)


Wykrój na filiżankę znalazłam w internetach, talerzyk machnęłam od... talerzyka, na oko :) Ale fajnie byłoby mieć szablon dokładnie dzielący koło na szesnaście klinów, a nie tak trochę byle jak. 


Piękna to była chwila, kiedy wysklejałam już dwanaście klinów zewnętrznych, następnie dwuczęściowe uszko, następnie drugie dwanaście klinów - tym razem wewnętrznych. I wreszcie można było przytwierdzić denka!