Pisałam, zdaje się, kiedyś o asortymentach - od wczoraj mamy w pokoju kilka takich zestawów (jeszcze niekompletnych, brakuje dwóch elementów).
Chyba od razu wiadomo, o czym dzieci będą się uczyć podczas nadchodzącej szkółki niedzielnej :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asortymenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą asortymenty. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 21 maja 2013
czwartek, 24 stycznia 2013
1270. kokumy dwa.
Dziś ostatni odcinek relacji z wycieczki do Peorii - przejdziemy się po muzeum przyczepionym do najważniejszej atrakcji, jaką była największa ciężarówa na świecie.
O dziwo - okazuje się, że logo Caterpillara dawniej rzeczywiście przypominało gąsienicę!
Firma musiała mieć jakieś supermoce marketingowe - bo jak w latach dwudziestych wypchać traktory na cały świat? Wygląda na to, że Ruskie jak zwykle zakupiły jeden egzemplarz, pewnie rozkręciły na śrubki i patrzyły, jak to zrobione :) Albo może był im po prostu potrzebny jeden amerykański traktor.
Podczas zwiedzania napatoczyły się też żywe eksponaty - pan w czapeczce był projektantem...
i rysował swoje wynalazki w sali przedstawionej tu na zdjęciu!
Okazał się jednak mało rozmowny - próbowałam zahaczyć go jakimiś pytaniami, ale zbył mię raczej, może jako baba nie zasługiwałam na przywilej rozmowy o traktorach :)
T w międzyczasie budował swoją machinę, którą można sobie wysłać na email:
Szukał też lokalizacji Caterpillara w Polsce, kręcąc sobie globem.
Z ciekawych eksponatów były też trąbki, czyli zawory. Ten malutki po prawej pochodzi z chevroleta impali, który sam w sobie jest dość sporym pojazdem - a puzon po lewej z wielkiej CATowej ciężarówki.
Kraft!
Hurra, asortyment! Chyba ustanowię nową etykietę na blogasku :)
No i na koniec jeszcze - parking mieliśmy opłacony w automacie do 12:56, zjawiliśmy się w aucie na czas - co do minuty, bez patrzenia na zegarek. W ogóle. I wyssaliśmy czas na parkingu do ostatniej kropelki!
O dziwo - okazuje się, że logo Caterpillara dawniej rzeczywiście przypominało gąsienicę!
Firma musiała mieć jakieś supermoce marketingowe - bo jak w latach dwudziestych wypchać traktory na cały świat? Wygląda na to, że Ruskie jak zwykle zakupiły jeden egzemplarz, pewnie rozkręciły na śrubki i patrzyły, jak to zrobione :) Albo może był im po prostu potrzebny jeden amerykański traktor.
Podczas zwiedzania napatoczyły się też żywe eksponaty - pan w czapeczce był projektantem...
i rysował swoje wynalazki w sali przedstawionej tu na zdjęciu!
Okazał się jednak mało rozmowny - próbowałam zahaczyć go jakimiś pytaniami, ale zbył mię raczej, może jako baba nie zasługiwałam na przywilej rozmowy o traktorach :)
T w międzyczasie budował swoją machinę, którą można sobie wysłać na email:
Szukał też lokalizacji Caterpillara w Polsce, kręcąc sobie globem.
Z ciekawych eksponatów były też trąbki, czyli zawory. Ten malutki po prawej pochodzi z chevroleta impali, który sam w sobie jest dość sporym pojazdem - a puzon po lewej z wielkiej CATowej ciężarówki.
Kraft!
Hurra, asortyment! Chyba ustanowię nową etykietę na blogasku :)
No i na koniec jeszcze - parking mieliśmy opłacony w automacie do 12:56, zjawiliśmy się w aucie na czas - co do minuty, bez patrzenia na zegarek. W ogóle. I wyssaliśmy czas na parkingu do ostatniej kropelki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)











