sobota, 17 września 2016

16:60. Utah 26. Usypiska z bliska, czyli Ruth Copper Mine (wtorek)


Kopalnia w Ruth w Nevadzie nie jest standardowym miejsce do zwiedzania; ba, w ogóle nie jest miejscem do zwiedzania. To jedna z największych kopalni odkrywkowych miedzi na świecie i rzeczywiście, widzi się to już jadąc drogą do miasteczka: wszędzie pełno wysokich wzgórz, ale bez trudu można zauważyć, że nie wszystkie są naturalne.


Nas jednak zaciekawiło najbardziej to, że właścicielem owej kopalni jest... KGHM, [Kombinat Górniczo-Hutniczy Miedzi]. Nie omieszkaliśmy sobie zrobić zdjęcia przy stosownej tablicy.


A ponieważ zwykłemu śmiertelnikowi – choćby był Polakiem – nie da się zajrzeć do wnętrza kopalni, szukamy po fakcie w internetach:


By Uncle Kick-Kick - Robinson Mine (in the winter)
Uploaded by PDTillman, CC BY-SA 2.0

Źródło

Źródło

czwartek, 15 września 2016

16:59. Utah 25: To nie śnieg, to sól, czyli Bonneville Salt Flats, UT (wtorek)

Wrzesień 2016. Z jaskiń w gorącym i deszczowym Kentucky przeskakujemy niniejszym do pustynnego Utah – wracamy bowiem do pamiętnika sprzed roku, z wyprawy mniej więcej po granicach stanu. Poprzednio dotarliśmy przez Salt Lake City na północną stronę Wielkiego Słonego Jeziora, a teraz będziemy hulać pojazdem po jego powierzchni.

poprzedni odcinek | następny odcinek


O Wielkim Jeziorze Słonym słyszał chyba prawie każdy. Na jego zachodnim krańcu znajdują się Bonneville Salt Flats, tereny, gdzie wody już nie ma, a sól zastygła w twardą jak beton powierzchnię, na której od dziesięcioleci testuje się bardzo szybkie pojazdy.







My też zamierzaliśmy testować możliwości impali, ale niewiele z tego wyszło. Tomek mówi, że auto nie ma na takim podłożu przyczepności i po prostu trochę strach, że wpadnie się w jaki poślizg. Niby nie ma tu w co wjechać, bo solniczka jest olbrzymia (i jeśli da się testować tysiąc kilometrów na godzinę, to i nasze autko by się wyrobiło). Jakoś jednak jest dziwnie, może również dlatego, że mózg automatycznie interpretuje bielusieńką nawierzchnię jako lód. Próbowaliśmy jazdy pędem do przodu...



…i trochę mniejszym pędem w kółko.



A biel jest zaiste porażająca – bez ciemnych okularów nie ma co wysiadać z samochodu (który ma ciut przyciemniane szyby). Za to jak się wysiądzie, to się robi mniej i bardziej rozumne zdjęcia oraz bada powierzchnię, która nie jest gładka, tylko pokryta względnie miękkimi gruzełkami. Pod nimi jednak jest bardzo twarda sól – próbowaliśmy naciąć ją maczetą i właściwie tnie się równie skutecznie, jak kawał lodu.






Przez solniczkę przebiega międzystanowa I-80 i ciekawie widzi się z odległości sunące po niej pojazdy:


W ramach bonusa pojechaliśmy jeszcze na żwirową drogę u podnóża gór Silver Island, leżących na północnym krańcu solniczki. Mieliśmy nadzieję, że będzie tam jakieś wzniesienie, z którego będzie można zrobić zdjęcie, ale niestety niczego takiego nie było. Niemniej jednak góry piękne:





Dla orientacji dołożę jeszcze mapkę północno-zachodniej części Utah i miejsc, które ostatnio zwiedzaliśmy (oraz wjazdu do Nevady, który był konieczny, bo nie ma innego wyjścia):


A na koniec dorzucam jeszcze przypomnienie, gdzie w ogóle jesteśmy:


wtorek, 13 września 2016

16:58. po powrocie z Yellowstone

Mglisty poranek w Yellowstone

Wróciliśmy z wielkiej wyprawy – i bardzo udanej, można od razu dodać. Zwiedziliśmy praktycznie wszystko, co zaplanowaliśmy; z harmonogramu wyleciał jeden szlak w Tetonach i jedna malownicza droga w Południowej Dakocie. Cóż – jeśli się człowiek zawiesi w jednym pięknym miejscu, to może na drugim końcu dnia braknąć czasu na coś innego.

Muflony w Badlandach, Dakota Południowa

Kilka miejsc zupełnie przeszło oczekiwania: taka choćby kopalnia odkrywkowa w Wyoming, gdzie okazało się, że jesteśmy jedynymi członkami grupy zwiedzającej z przewodnikiem, a ów przewodnik fantastycznie opowiadał o kopalnianych zakulisach, bo sam przepracował w niej kilkadziesiąt lat. Albo jaskinia Wind Cave w Południowej Dakocie, z niesamowitą ilością rzadkich formacji (i nie chodzi wcale o stalaktyty i stalagmity). Albo ghost town w Montanie.

Koza górska w Czarnych Wzgórzach,
Dakota Południowa

Oczekiwania przeszły też nocne temperatury – w Yellowstone zjechało do kilku stopni pod zerem. Brrr. Przy okazji materac postanowił też zakończyć działalność i spuścić nam w nocy powietrze spod czterech liter. Był też i grad, i deszcz ze śniegiem, i wichury wielkie i zimne.

Osiołek w Czarnych Wzgórzach,
Dakota Południowa

System spania na darmoszkach znakomicie się sprawdził – rzeczywiście istnieją i rzeczywiście nikt nie spodziewa się opłat. Ale też czasem nic na takim poletku nie ma J I jeszcze sobie trzeba szyszki wyzbierać albo patyki. Koszt noclegów za tydzień z okładem wyniósł 100 dolarów, a jedna noc z marnawym motelu kosztowałaby pewnie koło 60-70.

Bannack - ghost town w Montanie

Udała się też większość eksperymentów kulinarnych, a szczególnie chili – i szczególnie na lodowatym wietrze, przed którym mogliśmy się schować do budki, ale i tak się marzło.

Poranek w Montanie

No i zwierzęta, koniecznie trzeba wspomnieć o zwierzętach – setki bizonów, a do tego widłorogi, owce górskie, kozy górskie, dzikie konie, osły, jelenie zwykłe i kanadyjskie, mulaki, pieski preriowe... trudno byłoby to bogactwo zliczyć. I stęskniony kot na koniec w domu :)

Dalsze mgły w Yellowstone

Mamy oczywiście multum zdjęć do przejrzenia i wyczyszczenia, kilkadziesiąt filmików, które zacznę chyba nazywać minutkami, bo tyle mniej więcej trwają. Jeszcze mi to wszystko wiruje w głowie, a tu trzeba wracać do pracy...

Custer State Park, Dakota Południowa

...i wracać również na szkieukach do opowieści sprzed roku, też z zachodnich stron, ale trochę cieplej, trochę bardziej na południe.


czwartek, 1 września 2016

16:57. Yellowstone 0: przygotowania

Zakończyłam właśnie relację z niedawnej wycieczki do Jaskini Mamuciej w Kentucky i w następnej kolejności wrócę do wyprawy sprzed roku, do Utah i okolicznych stanów. Trzeba się będzie pośpieszyć z tymi notatkami, bo została jeszcze Kalifornia z wiosny bieżącego roku, a za kilka dni zaczną powstawać nowe zapiski, bo właśnie pakujemy się do Yellowstone. Szczegóły dostępne są w linku WYPRAWY po prawej stronie.

Yellowstone to nazwa robocza i zupełnie nie ogarniająca całości trasy, bo choć w parku spędzimy aż dwie noce (co dla nas jest rzeczą niezwykłą, bo w każdą noc śpimy raczej gdzie indziej), to w harmonogramie jest ze trzydzieści innych atrakcji. Oprócz Wyoming, gdzie znajduje się Yellowstone, będziemy zwiedzać Dakotę Północną, Montanę, Dakotę Południową i troszkę Minnesoty.

Źródło

Z większych strakcji wymienić można Theodore Roosevelt National Park w Północnej Dakocie i "zaraz obok" Makoshika State Park w Montanie z fantastycznymi formacjami skalnymi:

Źródło

Jezioro Hebgen ciut na zachód od Yellowstone, gdzie poznaje się skutki trzęsienia ziemi w 1959 roku które utworzyło całkiem nowe jezioro:

Źródło

Park narodowy Grand Teton, gdzie planujemy przejście jakimś szlakiem - na tym odcinku wyprawy będziemy trochę improwizować, bo w Yellowstone (tuż na północ od Tetonów) odbywają się właśnie pożary i na przykład w chwili pisania tego postu droga między parkami jest zamknięta. Władze parku przewidują, że jutro będzie już otwarta, ale ponieważ pożary są nieprzewidywalne, w każdej chwili może zostać zamknięta jakaś inna trasa, co wiąże się z ogromnymi objazdami albo w ogóle zmianą planów, bo dróg w tej dziczy niewiele. Tak, że wypisaliśmy sobie opcje i na bieżąco będziemy spośród nich wybierać.

Źródło

W Wyoming zapisaliśmy się na zwiedzanie kopalni odkrywkowej Eagle Butte w Gillette. Przejeżdżaliśmy już tamtędy kilka razy, zastanawiając się, czy da się je jakoś zobaczyć z bliższa. Po małym researchu okazało się, że owszem. Dotarcie do Żylety na wyznaczoną godzinę będzie wymagało troszkę wysiłku logistycznego już dzień wcześniej, ale mam nadzieję, że damy radę.

Źródło

W Południowej Dakocie ostrzymy zęby na wieczorną wizytę pod Mt. Rushmore, z oświetleniem prezydenckich podobizn.

Źródło

Niedaleko jest też park narodowy Wind Cave z unikatowymi formacjami z kalcytu (calcite boxwork).

By James St. John - Calcite boxwork
(Wind Cave, southern Black Hills,
western South Dakota, USA) 1, CC BY 2.0

Niedaleko znajduje się też park stanowy Custer z masą zwierząt (bizony, muflony, mulaki czarno- i białoogonowe, kozy górskie, pieski preriowe - i banda osłów, która terroryzuje turystów i domaga się jedzenia :) i fajnymi skałami. Tu też będzie trochę improwizacji, bo nie wiadomo, na którą godzinę uda się dostać bilety do jaskini. Od tego będzie zależała reszta dnia.

By Mailseth (talk) (Uploads) - Own work, CC BY-SA 3.0

W dalszym ciągu powrotu do domu mamy jeszcze park narodowy Badlands (już raz tam byliśmy, ale baaaardzo dawno)...

By Chris Light - Own work, CC BY-SA 4.0

...i tuż obok niego narodowe miejsce historyczne, gdzie ogląda się silosy z pociskami z czasów zimnej wojny.

By Spencer - Own work, CC BY-SA 3.0

A kiedy przekroczymy granicę Minnesoty, odwiedzimy pomnik narodowy Pipestone, gdzie, jak sama nazwa wskazuje, ogląda się kamieniołomy surowca do wyrobu indiańskich fajek.

Źródło

Pętla będzie wyglądała mniej więcej tak:


Nastawiamy się na spanie w warunkach prymitywnych. Zrobiliśmy rezerwacje na trzy noce, bo w Yellowstone ogolnie pewnie będzie tłok (tym nardziej, że kilka dni przed naszym przyjazdem zamyka się w związku z końcem sezonu jeden z ogromnych kampingów). Trzeci nocleg jest w Makoshika, bo to weekend, kamping malutki, a zajedziemy tam dość późno, więc wszystko może być wyzajmowane.

Poza tym na każdą noc mamy kilka opcji - i kampingi płatne, i darmoszki, które wygrzebaliśmy na niezwykle przydatnej stronie freecampsites.net. Jeśli się z niej korzysta, dobrze jest też ściągnąć sobie na komórkę aplikację w stylu "prysznice na truckstopach", co też T uczynił wczoraj, bo jednak od czasu do czasu trzeba się umyć :) A nasze dotychczasowe doświadczenie mówi, że wielkie stacje benzynowe dla ciężarówek (gdzie oprócz nabrania paliwa można się umyć, zjeść, zrobić zakupy i jeszcze szereg innych rzeczy) są świetnym rozwiązaniem.

Bo kampingi-darmoszki mogą wyglądać tak :)


W związku z powyższym nastawiamy się też na sporo pitraszenia we własnym zakresie i stąd rosnąca systematycznie sterta zapasów :)

wtorek, 30 sierpnia 2016

16:57. KY 12: Wiewiórki bez obciachu, czyli Kapitol w Indianapolis



Ponieważ wyjechaliśmy wcześnie rano, na podróż zostało sporo czasu; postanowiliśmy zatrzymać się w Indianapolis ze szczególnym wskazaniem na stanowy Kapitol. Bez większych problemów znaleźliśmy miejsce na parkingu – darmowe z okazji święta; tuż obok znów trafiliśmy na oznaki „zieloności” – automatyczną wypożyczalnię rowerów (coś podobnego istnieje już w Chicago), oraz wypożyczalnię elektrycznych samochodów.


Kapitol był niestety zamknięty (choć z dalsza sprawiał wrażenie, że uda nam się wejść – przez otwarte na oścież monumentalne drzwi widać było świetliste żyrandole).



Szkieuka! Fajne zielonkawe latarnie z deseniem
w dębowe liście.

Poszwędaliśmy się więc po okolicy, pogadaliśmy z wiewiórkami – nie unikają specjalnie ludzi, zresztą ktoś poczęstował je właśnie krakersami. Z bliska widać, że ich ogonki są cieniutkie, a kita to same włosy, stojące na baczność.





I tym sposobem zakończyliśmy niemalże tę wycieczkę (przysługiwał jeszcze przystanek na badziewiaka lanczowego – wypadło tym razem na McDonalda, ale z jakiejś przyczyny nie było w nim naszych ulubionych kanapek BLT; czyżby zlikwidowano je, jak jakiś czas temu pieczarki? Za to wnętrze ozdobione było elementami „pożyczonymi” najwyraźniej z jakiegoś zabytku.)




Skończyłam książkę „Murder in Nice”, T przesłuchał spory kawał powieści o początkach chrześcijaństwa w Japonii. W trzy dni pokonaliśmy około półtora tysiąca kilometrów.

THE END