W ten sposób uważam dzieła na sobotę, niedzielę, dzisiaj i jutro za wykonane :D


W niedzielę większość dnia zajęła sześcioosobowa wyprawa z polskiego kościółka. Tym razem było trochę natury, ale i sporo techniki - farma wiatraków, gdzie można podjechać pod samą turbinę i doznać przytłoczenia jej ogromem; dość spora śluza na rzece Illinois, przez którą akurat przepychały się barki, oraz fragment historycznego kanału Illinois-Michigan (chodzi o rzekę Illinois i jezioro Michigan), z zabytkową śluzą i akweduktem, czyli bezkolizyjnym skrzyżowaniem kanału z rzeką.Zdjęcia zapewne będą na pikasie, a póki co - piękne, choć tajne miejsce w Buffalo Rock State Park, urwisko z zardzewiałego piaskowca, połyskującego drobinami... no właśnie czego, krzemionki?
Na koniec jeszcze kolejny półprodukt: kwiatki wypieczątkowane i pokryte bezbarwnym embossingiem na gorąco, a potem pomalowane akwarelami. Jak ja lubię takie oczobipne kolorki :)










































