Eksperymentuję ostatnio z torebkami pozostałymi po zaparzeniu herbaty. Na pewno nadadzą się na kartki, ale że akurat nadeszły urodziny osoby wielbiącej nietypowe krafty, postanowiłam zmontować witrażyk - niezbyt wielki, z grubsza połowa kartki A4.
Zaczyna się od wyrysowania szablonu na zwykłym papierze, gdzie potrzebne kąty proste można łatwo uzyskać przez zginanie. Potem szablon przenosi się na karton - w dwóch kopiach (jednej z nieco cieńszymi paskami, na spodnią stronę.)
Przy malowaniu okazuje się, że zostaje fajne tło - może jakaś kartka do art journala?
W międzyczasie parzy się herbatę, a potem rozmontowuje torebki, płucze i suszy w mikrofali, a następnie stempluje czarnym Stayz-Onem i maluje akwarelkami.
Potem się zaś wszystko skleja, podmalowuje nieco brzegi, gdzie wyłazi białe - i ta-dam, można wieszać w oknie!
Ścinki oczywiście szkoda wyrzucić, więc idą do notesu.
Przy okazji potwierdziła się złośliwość rzeczy martwych (no bo przecież nie moje bałaganiarstwo): zeszukałam się poniższych pieczątek, które dałyby fajne kształty do kolorowania - oczywiście diabeł przykrył ogonem, udało mi się namierzyć tylko jeden kwiatuszek przyczepiony do innego zestawu.
Ale kiedy wymalowałam już wszystkie pięć torebek i weszłam do kraftowni - natychmiast zauważyłam pieczątki rezydujące w stosiku na kanapie!
Nic to - mam w planie kontynuację herbacianego krafta, nawet zamówiłam używane torebeczki u gościa z sąsiedniej dziupli, bo sama aż tyle herbat nie piję, a on wciąga po kilka dziennie. Myślę, że dałoby się też robić zakładki, a do takiego wymiaru w sam raz nadadzą się te mniejsze rozetki :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz