Zbliża się kolejna wyprawa, więc czas rozpocząć nowy gromadziennik! Zrobiłam sobie wstępny wpis o planach, o kupowaniu biletów, o podejmowaniu decyzji. Wykorzystałam różne ścinki, które się już zbierały od jakiegoś czasu - zdjęcia z magazynów podróżnych, kapelusz z ulotki o karcie kredytowej, opakowanie z czekolady, takie tam. Teraz trzeba będzie dorobić stertę kartek na dalsze zapiski.
A skoro o decyzjach mowa - zapisałam się wczoraj na sporty, czyli na siłownię. Jakoś wraz z przekręceniem się licznika urodzinowego przybyło również mnie samej, święta oczywiście też się do tego dołożyły. Zobaczymy, na ile mi starczy zapału, żeby jeść same "zdrowe" rzeczy i męczyć się na machinach. Siłownia sama w sobie motywuje, bo nie da się zapisać na mniej niż pół roku. Koszt jest niewielki, ale znając moją skąpiracką duszę, będzie chciała jak najwięcej z tej opłaty wydusić :)
Cudnie byłoby zrzucić parę funtów (wolę myśleć o funtach, bo są dwa razy łatwiejsze, niż kilogramy), no i trzeba przygotować szanowny organizm na wiosenną wyprawę. Cel jest taki, żeby wdrapać się samodzielnie na Masadę, a nie wjeżdżać wagonikiem :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz