czwartek, 11 listopada 2010

873. poczta!

Melduję z przyjemnością, że dotarła do mnie przesyłka od niekiedy, zawierająca Pudełeczko Pełne Skarbów. Najsampierw z koperty wyjechała kartka ze ślimakiem zrobionym metodą iris folding – widziałam to do tej pory tylko na obrazkach, ale zmacanie osobiście to zupełnie co innego!

Odrobinkę się w poczcie zmięła, ale to nic – leży pod książkami i się rozprostuje, a nie wiadomo, czy nie pojedzie do Polski, coby mógł ją osobiście obejrzeć mój siostrzeniec-ślimakolog.

Następnie dobrałam się do puzderka (schowanego sprytnie w innym pudełeczku i jeszcze folii bąbelkowej) – i oto wyskoczył cudny domek! W kolorowej szufladce znajdowała się sterta skarbów, z wielbłądową broszką na czele. Broszka natychmiast poszła na sweter i już wczoraj wzbudziła podziw w pracy :)

Szczególną uwagę zwrócę jeszcze na guzik, bo kiedy okazało się, że wylosowałam niekiedy do wymiany, pisnęłam w rozmowie z T, że może będę miała szczęście i dostanę w pudełku ceramiczny guzik... i JEST!!! Piękny i pomarańczowy.

Pomarańczowy to nasz kolor rodzinny, można powiedzieć, więc to, że przesyłka była w znacznej części pomarańczowa, jest bardzo miłym zbiegiem okoliczności. No i mój kraftpokój też ma pomarańczowe ściany.

Zmieniając temat... ukleiłam wczoraj pierwszą stronę art-journalową do kompletu w Skrapujących Polkach – najwcześniejsze wspomnienie. Trudno mi określić, gdzie najdalej sięga moja pamięć, ale TO na pewno jest bardzo odległa przeszłość:

Oprócz tego na warsztacie są karteluszki świąteczne – wczoraj powstawała seria domkowa, którą niebawem dołączę do albumu w lewej kolumnie. Tu jeden przykład oraz zbliżenie, bom się napracowała technicznie: gorący embossing czarnobrokatowy, malowanie akwarelkami, gorący embossing biały, coby śnieżek był. Tło pieczątkowane plus złota farbka 3d, a dla uzupełnienia – nieco śniegu z brokatu.


U nas zimy ani widu, ani słychu... dalej chodzę w klapeczkach i na upartego można koło południa paradować w podkoszulku. Podejrzewam, że kiedy walnie śnieżkiem, to będziemy kopać tunele. Równowaga jakaś musi być.

7 komentarzy:

Mrouh pisze...

Guziołek po prostu wymarzony:-) Ceramiczne drobiazgi mają w sobie coś niezwykłego, nieocenione w macaniu:-) A ta strona z żurnala:-) jest magiczna, kaminiczki i Twoje pismo- przepiękne!

kasia | szkieuka pisze...

Ceramika rzadzi. Obiecuje sobie, ze kiedys pojde na jakis kursik :)

A domki z kartkowego katalogu szkoda bylo wyrzucic... to sie i zalapaly. Dziennik wlasnie nadaje sie na takie ladne scinki, ktorych trudno sie pozbyc. Ma jednak i minus - czlowiek chomikuje jeszcze wiecej, pod haslem "przeciez do dziennika wsadze."

cynka- Ewa Mrozowska pisze...

cuda Droga Pani!

Mrouh pisze...

to może ja nie będę zaczynać sztudziennika, skoro tym to grozi:-)

kf pisze...

Fajny ślimak. Oczywiście przywieź go do Polski.

Anonimowy pisze...

Znaki współczesnego czasu: na Rynku w miejscu, gdzie był zegarmistrz teraz jest kantor wymiany walut. Ta wystawa kojarzyła mi się ze sklepem Wokulskiego. Tam Rzecki dbał o ustawianie ruchomych figurek. Dzisiaj szyby sklepów na Rynku są zajęte przez plakaty wyborcze. A dzieci wystaw nie oglądają, bo mają całe galerie sklepowe albo w domu gry komputerowe. Mam wrażenie, że przeszłość była jakaś ładniejsza i bardziej romantyczna.
R

Izabella Nowotka pisze...

Bardzo ciekawy artykuł. Pozdrawiam serdecznie !