Trudno ogarnąć, trudno wybrać... na pierwszy ogień pójdą wrażenia praktycznie najświeższe, z San Francisco. Najpierw, jak już wspomniałam, rozczarowaliśmy się mostem, bo siedział we mgle. Po stronie północnej widać było, jak ta mgła się przelewała przez wzgórza i pełzła w stronę zatoki – niesamowite wrażenie, zasuwała jak mleko z garnka kipiące. Nic, tylko jakiś horror pisać!

Pierwszą atrakcją była jazda Lombard Street, niezwykle spadzistą i krętą uliczką, ukwieconą tak, że bardziej się już chyba nie da. Po raz kolejny okazało się, że najfajniej jest przyjechać rano, bo nie ma tyle narodu. Kiedy zaczęliśmy zbierać, pojawiła się grupka Japończyków, którzy dość skutecznie uniemożliwili innym robienie zdjęć.
5 komentarzy:
Rzeczywiscie spory niefart z tym mostem, ale mgly zdarzaja sie tam notorycznie. A Lombard Street jest bardzo ladna, choc mieszkac bym tam nie chciala, bo za duzo turystow.
Te wijące się jak serpentyna ulice są piękne :)))
Niekiedy w czasie filmu "Detektyw Monk" można zobaczyć te charakterystyczne ulice.
moj maz, ktory sie tam urodzil twirdzi ze polowe dni w roku most jest zamglony. mowi tez, ze zazwyczaj sie przejasnia po poludniu albo i nie. jak bylam po raz pierwszy w SF mialam to szczescie i zobaczylam most w calej okazalosci. teraz jak tam jestem to juz mi tak ne zalezy choc jest milo podziwiac widoki z mostu.
pozdrowienia
ania: na Lombard Street gosc wyszedl w ubiorze pizamowym po gazete... i jakos tak glupio, ze wszedzie ludzie dookola. Tez bym chyba nie chciala mieszkac w takim publicznym miejscu.
rudlis: strome ulice tez chyba wystepuja w filmach :D A jesli chodzi o Monka, to stwierdzilismy, ze kto wie, czy to nie atrapa, skoro tak czesto go nie widac :D
magda: kiedy bylam w SF pierwszy raz, most byl pieknie widoczny; myslalam, ze tak jest prawie zawsze! A tu ZONK.
no wlasnie PRAWIE!
Prześlij komentarz