piątek, 20 marca 2009

461. kawowe przywieszki

Siedzę na zakładzie wśród kawoszy i herbatników. Praca kupuje nam kawę zwykliznę, kofeinową i bez, ale smakoszom to nie wystarcza i nanieśli kaw rozmaitych, smakowych, palonych w różnym stopniu. Zaparzywszy, oznaczali dzbanek gustowną żółtą przylepką typu Post-It-Note. Wczoraj się coś na ten temat zgadało i ponieważ czasem korzystam z tych turbo-diesel-kaw, to zrobiłam kawowe przywieszki. Nareszcie się zużyło (choć w tyciej części) te skrawki, których mam całe pudło, bo NA PEWNO się do czegoś przydadzą!

Na fali fascynacji szmatkami i igłami pożyczyłam sobie z biblioteki książkę o szmatkowych książkach. Nie obejrzałam jej jeszcze nawet szczegółowo, zostawiam sobie jako deser na weekend, bo kroi się kopciuszkowe zadanie domowe z redakcji, które niestety będę musiała wykonać w domu, i to bezpłatnie. Cóż, takie czasy. Ale w przerwach będę sobie oglądać Fajną Książkę.

Wczoraj napisały do mnie Zwierzęta, czyli okoliczne schronisko, w sprawie festynu na początku maja, w którym będą uczestniczyć w formie sklepiku z rękodziełem. Będę się starała podrzucić jakieś produkty, szczególnie masosolne, bo wysłałam kilka fotek i się spodobały :). Z tej okazji, oraz otrzymawszy lekkiego kopa (kopika) od Annqi, natworzyłam wczoraj trochę masosolnych ozdóbek, biorąc również pod uwagę to, że schronisko jak najbardziej jest za tym, żebym przyczepiała do przedmiotów karteczki z autoreklamą, a jeszcze lepiej, żeby było napisane, że to działalność dobroczynna dla Zwierząt. Tyyyle rzeczy jest do zrobienia!

3 komentarze:

ilekobietamalat pisze...

kuurcze, zazdroszcze popularnosci;))
fajnie ze bedziesz cos ' w szczytnym celu' tworzyc;D (pol zycia na rozne schroniska dla zwierzat zbieralam,to wiem jakie to wazne.. i tak naprawde fajne:))

fejferek pisze...

To i ja sie przyłącze do podziwów :)
skąd ty kbieto znajdujesz na to wszystko czas, co?

ps. przypomniało mi sie a propos masy solnej, że ci wolno schnie wszystko ... i sobie pomyslalam na ten temat i przypomniało mi si, e ja kiesyś na wykałaczkach kładłam, mogą być też patyczki od lodów albo cuś takiego, co uniesie ci serducha leciutko, żeby powietrze i tam miało dostęp, to powinno pomóc i szybciej powinno sie wszystko potoczyć. Ale nalezy zachowac ostrożność, bo może się uginać pod własnym ciężarem.

Pozdrawiam :*

kasia | szkieuka pisze...

ha, musze powyjasniac.
Kobiecie - ze zwierzeta napisaly nie tylko do mnie, ale chyba do wszystkich krafciarek okolicznych, ktore sie interesuja schroniskiem; az taka SPECIAL nie jestem :)
Fejferkowi - wzgledem czasu: nie mam dzieci, mam malzonka, ktory pomaga w sprawach domowych, do pracy mam 5 minut, obiady gotuje przewaznie jednodaniowe, mamy mieszkanie, a nie dom, wiec jest o wieeeele mniej roboty :) Imprezowicz ze mnie zaden, wiec nie bywam w knajpach. Takie tam oszczednosci czasowe.
A pomysl wzgledem suszenia jest dobry - zapewne ciut pozniej, jak juz rzeczywiscie wstepnie podeschnie; inaczej sie mogloby wygiac, albo by sie odbuly te wykalaczki :) (przy jednej z partii serduszek dowiedzialam sie, ze jesli sie je suszy na folii aluminiowej, to trzeba ja wygladzic, bo inaczej sie ma zmarszczki...)