poniedziałek, 22 października 2007

ochy i achy

Byliśmy wczoraj na fantastycznej wycieczce w Wisconsin - na Fall Art Tour w okolicach miejscowości Spring Green. Impreza polega na tym, że w jeden z październikowych weekendów okoliczni artyści otwierają swoje studia dla publiczności, co łączy się (dla nich) ze sprzedażą dzieł, a dla nas - z superciekawymi demonstracjami.
Dodać trzeba, że pogoda była cudna, jesienna i kolorowa, i że był też całkiem nieoczekiwany plusik-bonusik: otóż studia owe mieszczą się w bardzo ciekawych budynkach: a to stary kościół, a to browar, a to była stacja benzynowa, skład serów :), albo domy - ale stare i pełne niezwykłej, magicznej atmosfery.
Przedstawiam zatem zdobycze, a zarazem moje prezenty urodzinowe: kubek na kawę wyprodukowany w starym browarze, opisanym poniżej, oraz drewnianą śnieżynkę zakupioną na pierwszym artystycznym przystanku, u Pani Jury zajmującej się w starym składzie serów wyrobem papieru z bawełny i lnu.

Przed udaniem się na Art Tour pojechaliśmy w naturę i historię, do Tower Hill State Park (mapka w formacie pdf). Jest to klif nad rzeką Wisconsin, gdzie wybudowano niegdyś śrutownię. Miejsce nadawało się znakomicie, gdyż produkcja śrutu polega na laniu roztopionego ołowiu do głębokiej dziury; podczas spadania ołów się schładza i formuje kuleczki.
Poniższa rycina pokazuje, jak to wyglądało: na górze budka z płynnym ołowiem (dostarczano go z okolicznych kopalń), następnie szyb - częściowo na zewnątrz skały, częściowo w niej wydłubany. Na dole tunel do dna owego szybu, domek, gdzie sortowano śrut, oraz mała przystań, gdzie produkt ładowano na łodzie i transportowano w świat.
Oto widok ze szczytu wzgórza:
Na dole mamy wejście do tunelu:

Rzeka u podnóża klifu.
Jesienna wędrówka Tomasza po lesie.

Jeśli zaś chodzi o studia artystów, to zwiedziliśmy ich kilka i można będzie o tym opowiadać cały tydzień. Dziś zacznę od Brewery Pottery, gdzie nawet nie zamierzaliśmy jechać, tylko nam się trochę źle skręciło (punktów do zwiedzania jest prawie 30, więc objechanie ich w jeden dzień raczej nie jest możliwe.) A tu - serendipity! Poczynając od tego, że sam budynek jest kapitalny:

Wewnątrz - mnóstwo ciekawych przedmiotów: ceramika, szkło, metal, papier, mydło... A w centrum tego wszystkiego bardzo miła artystka demonstrująca koło garncarskie. Toż ja tyle czasu marzyłam, żeby coś takiego na żywo zobaczyć, a tu znienacka mi się marzenie spełniło!

Człowiek wędruje sobie z jednego pomieszczenia do drugiego, ogląda, dotyka, wącha... Na koniec znajduje salkę pełną ceramicznego bałaganu, a na samym środku piec do wypalania. I mozna podejść, dotknąć wszystkiego, wsadzić nos... piękna sprawa!

Na koniec mamy jeszcze mały filmik "jak to z gliną było".

PS. PANIC MODE!

Kupiłam bilet do Polski... na za trzy i pół tygodnia. Ajajaj! Zagapiłam się totalnie z tym wyjazdem. Przed tym dniem trzeba: zrobić zakupy prezentowe, zakupy ciuchowe (nie mogę wyglądać w tej Polsce jak łachmyta), zaklepać wizytę u dentystki w Polsce, polecieć tu do fryzjera (patrz nawias o łachmyckim wyglądzie), skończyć album dla Marcelego, przygotować zdjęcia i bazę do albumu rodzinnego (poskleja się w Polsce albo w samolocie, o ile będzie się kleiło taśmą dwustronnie lepną), zrobić stertę kartek świątecznych na kiermasz w redakcji, jak również pomyśleć o kartkach prywatnych... rrrrety! A listy zadań do wykonania w pracy nawet mi się nie chce pisać...

3 komentarze:

babsko pisze...

no to masz babo roboty :))))

ateciaki będe niebawem wysyłać :)))

a jak będziesz w Polsce to może jakaś kawunia, względnie herbatka gdzieś w połowie drogi? może się uda spotkać :*

szkieuka pisze...

juz sie nie moge na te ateciaki doczekac... bardzo lubie takie tematyczne wymiany, bo pokazuja, jak ludzie roznie patrza na swiat...

eight pisze...

wybierasz się do Polski na święta?? Przygotowuję przesyłkę dla Ciebie (atc+ mały rewanż za przesyłkę od Ciebie), czy zdążę Ci wysłać do USA? Na ile wyjeżdżasz?