wtorek, 9 listopada 2010

871.

Dwie karteczki-świąteczki, obie z bańką, która budzi kolorowe wspomnienia z dzieciństwa; miałam taką banieczkę, dość podobną, z gwiaździstym zagłębieniem na środku – skarb wielki i ZNALEŹNY, bo choinki u nas się nie robiło ze względu na przekonania religijne. Trzymałam ją sobie w okrągłym blaszanym pudełku, ale po jakimś czasie się pobiła, jako że była z tych prawdziwych, szklanych i, niestety, łatwo tłukliwych.

Moje bombki zrobione są z akwarelek i embossingu na gorąco – taki embossing znakomicie się sprawdza jako „resist” (hm, jak by to po polsku było? Dict.pl podaje „ochrona koloru”, ale to przecież nic nikomu nie mówi) i potem łatwo się maluje. Bombkowych kartek będzie jeszcze kilka, a potem przechodzę do Życzeń z Wietrznego Miasta. Ponieważ zaś bombki są wycinane, to nadają się na wyzwanie w Skrapujących Polkach.


Nawiązując do resist... Zastanawiam się nieraz nad importem kraftowych słów do polszczyzny. Trudno zachować konsekwencję, ale pewnie jakoś się to z biegiem czasu unormuje. Używam słowa kraft i kraftować – przez k – bo skoro computer zmienił się w komputer, to i tu by należało. Podobnie jest ze skrapowaniem. Embossing... nie znam polskiego słowa, więc zostaje, a precedens końcówkowy jest – w postaci chociażby parkingu. Podwójne s w polskim jest rzadkie, może embosing byłby bardziej spolszczony...
Natomiast żadna siła nie zmusi mnie do mówienia stickersy i bradsy, jak również punchery/panczery :p
Nadal mam problem z rubonsami. W czasach dziecięctwa miałam takie coś i chyba mówiło się kalkomania, ale teraz to trochę przestarzałe słowo i kojarzy się chyba dość przedszkolnie.
Ktoś coś zaproponuje?

PS. Szukając „resist” dowiedziałam się, jak się stopniuje odporność na wodę: wodoszczelny to mniej , niż wodoodporny ; stopniowanie: water tight , water resistant , waterproof. Ciekawe.

5 komentarzy:

Mrouh pisze...

Łaaa, obie świetne kartuszki, ale wiadomo, że niebieska do mnie mruga:-) A bańkę, czy jak u mnie się mówi, bombkę taką z czubeczkiem i wklęśnięciem pomalowanym sreberkiem to tez mieliśmy, pewnie gdzieś jeszcze jest, odrapana nieco, bo stareńka. Naszymi ulubionymi były jednak takie z cieniutkiego szkła mlecznego w paseczki, z brokatem, w kształcie podobnym do tych z Twoich kartek- bawiliśmy się wprawiając je w ruch wirujący, łapiąc za ten dolny cypek... paseczki zlewały się w jedno, a brokat pobłyskiwał od światełek.

druga szesnaście pisze...

mi osobiście kalkomanie odpowiadają.
i lubię to nostalgiczne brzmienie. ;)

natomiast zagwostka siedzi w kwestii "art journali". bo przecież ani "zeszyt", ani "szkicownik", ani "pamiętnik".
a ciężki orzech w postaci "altered books"?

kasia | szkieuka pisze...

ach te bombkowe wspomnienia...

a jesli chodzi o art journal, to rozkmninialysmy niedawno z Mrouh, ze tez zapomnialam napisac: chyba wymyslilysmy sztudziennik? ze sztuka, dziennik, sztudnia pomyslow i sztudiowanie w jednym.
Radosna slowotworczosc, mozna powiedziec.

Altered book... nie wiem. Zdaje sie, ze niektorzy mowiac zalterowac, zalterowana? Troche dziwnie brzmi :)

druga szesnaście pisze...

wiele z tych słów dziwnie brzmi.
niektórzy jeszcze posuwają się do "zmaltretowana".

Unknown pisze...

i to "zmaltretowana" często jest dość dobrze oddającym rzeczywistość słowem...

że tak sobie pozwolę wtrącić

;-)