Fryzjernia jest dość ciekawa – przede wszystkim mam wrażenie, że dość głośna; siedzi gość, który za pierwszym razem był w ubiorze krawatowo-koszulowym, ale wczoraj występował w klapkach i podkoszulku. Gość zdaje się nic nie tnie, tylko raczej pilnuje biznesu i kasuje zapłatę. Do tego jest kilka pań nożyczkowych, jedna trochę starsza, parę młodszych. Prawie bez przerwy coś tam gadają, pokrzykują, ale nie mam pojęcia co, bo – i tu dojeżdżam do wielkiego bonusu, jaki dla mnie wynika z tego salonu – mówią po... albańsku!
Dopytałam się zeszłym razem, bo mimo wnikliwego nasłuchiwania kompletnie nic nie rozumiałam; obstawiałam, że będzie to grecki albo właśnie albański (albański metodą eliminacji :), ewentualnie jakiś niewielki języczek na wymarciu. Ha! I w zasadzie trafiłam!
Jest to może trochę cudaczne, ale czerpię wielką frajdę ze słuchania czegoś tak egzotycznego, zupełnie niezrozumiałego. Człowiek się w końcu jakoś tam przekręcił przez kilka rozmaitych języków i choć nie potrafi się nimi posługiwać, to jakieś słowo znajome od czasu do czasu wyłowi, niczym małą złotą rybkę. A tu nic, zero, ani w ząb. Nic dziwnego – język to niby indoeuropejski, ale jakiś taki inny; dla zainteresowanych tutaj jest tabelka z porównaniem kilku podstawowych słów w mniej i bardziej znanych językach z tej grupy.
A na koniec historyjki – wycinanka łowicka, prezent dla głównej księgowej, fanki kraftów wszelakich:

1 komentarz:
Co do albańskiej niezrozumiałej mowy: można by jeszcze porównać jak w tym języku brzmią fajne litewskie znane nam słowka "kirpykla" i "wajgykla"
R
Prześlij komentarz