wtorek, 16 czerwca 2009

530. pieczątkowe eksperymenta

Połanieccy już po ślubie, w podróży poślubnej w Italii, a ja eksperymentuję z pieczątkami, odbijam obrazki na tłach zrobionych w niedzielę. Sama nie wiem, czy lepiej zostawić czarne, czy ładniejsze są pokolorowane? Na białym tle lepsze może są z kolorem, ale na tych akwarelach chyba jednak zostaną same czarne kreski.

Te pieczątki zakupiłam taniuśko na ebayu, jako że były to same gumki i człowiek musi sobie je sam podkleić. Znakomicie przydały się do tego resztki Pisqlakowej pianki modelarskiej - i tej grubszej, i nawet cieńszej, którą posklejałam w dwuwarstwowe kostki. Powyższe odbitki na białym kartoniku zamierzam nalepić na pieczątki właśnie, żeby było wiadomo, która jest która.

Z innych ciekawostek - T uwielbia rzodkiewki, więc co tydzień kupuję nową wiązkę w UltraSklepie. Ostatnio były naprawdę duże (to nie buraki, poznaliśmy po liściach!)

A w domu zawiesiliśmy wczoraj letnie zasłony, z cienkiego białego płócienka (Ikea zapewne). Kojarzą mi się z CSI Miami, z altanami zbudowanymi na słonecznych trawnikach z takich właśnie szmatek. Lato, lato, lato czeka...

3 komentarze:

Rybiooka pisze...

pieczątki śliczne...
Ja tam nie umiem ich kolorować.. ale podziwiam cuda innych ;)

cynka pisze...

PRZECUDOWNE stempelki...zwłaszcza ten tatarak ...znajomy...

kasia | szkieuka pisze...

ee kolorowanie pieczatek nie jest takie znowu trudne, grunt to sprobowac... a ja odkrylam, ze ten czerwony maczek wcale nie ma byc czerwony, tylko kremowy ewentualnie zolty :D Tak to jest grzebac w wikipedii.

wlasnie te stempelki mnie ujely bardzo, taki jakby zielnikowaty charakter maja :)