czwartek, 30 kwietnia 2009

496. dobre wieści

Tyle miłych niespodzianek! Po pierwsze primo - nagrody blogowe, otrzymane od Annqi, Kazika (nie szwagra :D) oraz Rybiookiej. Dziękuję serdecznie, tak za wyróżnienia, jak i za to, że Wy również jesteście dla mnie nieustającym natchnieniem!
Gdybym miała je podać dalej... to by chyba bloga nie starczyło :) Tyle razy zachwycały mnie rozmaite strony, niesamowita kreatywność w różnych miejscach na świecie. Wczoraj odkryłam za pośrednictwem pintangle.com stronę o sztuce koralikowej, o kobietkach, które szyły strony do swego rodzaju książki. Nie mogłam się oderwać... tu jest galeria.

Na froncie domowym - serducha, prawie-że skończone. Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby namalować oczy i gęby czarnym pisakiem, takim zwykłym... ZA NIC W ŚWIECIE nie zaschnie na metalicznej akrylówce. Nawet z suszarką do włosów. Maże się w nieskończoność... próbowałam usunąć kantem papierowego ręcznika, z ledwością się udało. Notka na przyszłość: najpierw akrylówka, potem lakier, potem pisak NIEZMYWALNY.
A kolorystyka raczej meksykańska :)

Przywieszki w trakcie produkcji:
Zrobiłam też cztery kartki... mam naciupane materiałów na drugie tyle. Afryka dzika - zdjęcie z jakiejś reklamy.

Azjatycki ptaszek, z wykorzystaniem folderów na dokumenty i używanych materiałów do pakowania prezentów. (Tak, owszem, są to kartki ekologiczne.)

Znów materiały reklamowe, a kwadracik jest z pieczątki pokolorowanej kredkami, pociągniętej mod-podge, tą samą substancją, którą maluję masę solną.

I jeszcze jedna Azja, tym razem z wyściółką pudełka na pizzę, pomalowaną akrylówką na miedziano.

Z dobrych wieści dodam jeszcze, że Ruskie zapłaciły wczoraj za reklamę (a jest to ważne dlatego, że od nowych reklamodawców wymagamy przedpłaty - tym razem złamaliśmy tę regułę, bo niejako dałam słowo, że mam zaufanie i że zapłacą.)
Oraz wczoraj była prezentacja z dzieciakami, co mnie niesamowicie podniosło na duchu, bo ostatnio chodziło mi nawet po głowie, żeby zakończyć już tę przygodę. A tu - raki robiły pytania, rozumiały, co mówił ojciec-Polak, więc jakieś rezultaty są! Nawet najmłodsza, sześciolatka, pokazała conieco nowego, dzięki temu, że robię z nią dodatkowe mini-lekcyjki na koniec zwykłych zajęć. Człowiek zawsze sobie coś nowego wymyśli do robienia. Albo do pisania, i stąd się biorą tasiemcowe notki.
Teraz trzeba skończyć rzeczy dla zwierząt (na jutro), a w następnej kolejności - mała prezentacja o proroctwie Nahuma i Niniwie, oraz lekcja na sobotę. I malowanie malutkiego przedpokoju na PICZESOWO, bo to ostatnie pomieszczenie jeszcze nie wymalowane. A tu Szwagier Kazik do nas zawita za niecałe dwa miesiące.

2 komentarze:

annqaa pisze...

Super!!!!!!!!!!!
A malosolniaki są rewelacyjne:)

Pozdrawiam,

cynka pisze...

piekne serducha!
Super te karteczki z reklamowego odzysku !