piątek, 10 kwietnia 2009

479. uff.

Idę zaraz do domu. Miniony tydzień wyssał ze mnie mnóstwo energii; chyba nie tylko ze mnie, bo wszyscy dookoła tyraliśmy na zakładzie jak dzicy...
Jeszcze przystanek w banku, jeszcze jakaś pizza do upieczenia.. i do domciu. Czekają na mnie ramki na ateciaki-witrażyki, wycięłam sobie wczoraj, dzisiaj rano potraktowałam czarną akrylówką. Potem będzie przyklejanie kawałeczków bibułki i malowanie - zapewne kilkakrotne - mod-podgem, substancją glazuropodobną. Zrobiłam mały teścik na trzech kolorach bibułek, wyszło nawet fajnie.
W niedzielę może wyprawa na chóralne śpiewy wielkanocne, może w jakąś naturę z wielką ilością chodzenia... przy tworzeniu trasy na wakacje (można podkuknąć w linkach po lewej) wpadłam w panikę, że czeka mnie wstyd wielki z powodu braku kondycji, a tam górki, dolinki, całe mnóstwo wędrowania. Raz, że szkoda nie wyjść tam, gdzie wszyscy inni wylezą, a dwa - no wstyd właśnie.
Tyle jest do zrobienia.

1 komentarz:

ilekobietamalat pisze...

oj wstyd wstyd;D
wybralam sie kiedys w gory z lubym (na poczatku naszej znajomosci), i z jego znajomymi (ktorzy po gorach biegaja mocno;>)... szlismy szlismy..i zaczelam sie przewracac. kompletny brak energii i straszne oslabienie mnie dopadlo;>
oczywiscie jakos nie pomyslalam ze to skutki oslabienia po wczesniejszej grypie, i zblizajace sie napiecie przed/po i w ogole, miesiaczowe;P, i ze po prostu nie powinnam pierwszego dnia tak sie forsowac.. luby na szczescie zrozumial, i sie wrocilismy, a reszta poszla dalej.. ale przez nastepny tydzien patrzyli na mnie dziwnie;P i kpili podle;D
do dzis mi glupio;P bo oczywiscie, wczesniej swoje sie nagadalam, jak ja to po gorach uwielbiam chodzic;D