piątek, 30 maja 2008

balcono disco

Przychodzę ci ja sobie ze środowej lekcji, a tu Cher w chałupie tnie, że gipsomurek ze ścian mało nie pospada. „A bo ja sobie siedzę na balkonie” – oznajmia wychodzący z łazienki małżonek, objaśniając przyczynę niezwykłego tła muzycznego. Dziwne to – nie mamy we zwyczaju siedzenia na balkonie, ostatnio chyba Marceli zeszłego lata wytaszczał tam umeblowanie i oddawał się wypoczynkowi.
Sunę więc powoli w stronę rzeczonego balkonu, nie widzę żadnego fotela czy krzesełka – ale za to przy chodniczku mała kupka ziemi... I okazało się ku mojemu wielkiemu zdumieniu, że Tomasz się wziął i posadził kwiatki. Kwiatki, które stały dobrych parę tygodni w oryginalnych sadzonkowych donisiach, bo mi brakło gleby. Pisklak glebę zakupił, ale jakoś tak mi schodziło, kwiatki stały i stały.
Zatkało mnie z kretesem, zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie dość, że z własnego pomysłu posadził, to jeszcze pomieszał – że są kompozycje, na przykład aksamitka z młynarzem albo celozją, przetykane alyssum. Poustawiał potem doniczki, tak że mamy teraz ogródek. I jeszcze naniósł w konewce wody i podlał.
Dalsze niespodzianki czekały na mnie w kuchni – wszystkie gary pomyte, suche pochowane w szafkach, wszystko posprzątane picuś glancuś. Aż się przyglądałam lampie, czy przypadkiem i tam nie wypucował.
I teraz mam dylemat: przed tymi wszystkimi pracami T strzelił sobie drinka. Skutki, jak widać, były cudne. Czy mam zatem mówić „mężusiu drogi, pij więcej”? Może to jednak zbyt daleko idący wniosek?

A ja wreszcie skończyłam zamówione zakładki – całe dwadzieścia siedem. Uff! Sfotografowałam je dziś grupowo i myślę sobie, że przez dłuższy czas będę się trzymać od tego rodzaju krafta z daleka. Za to czeka w kolejce jedna piramidka, a następnie kartki z okazji pogrzebu babci Irene i narodzin małej dziewczynki.
Znalazło się wreszcie zastosowanie dla tych włochatych włóczek, zakiszonych chyba od ponad roku w pudełku. Stwierdzam, że fajnie jest sobie kupić motek o zmiennym kolorze – potem można wyciupać z niego frędzle do rozmaitych zestawów barw. Natomiast za kupon na 40% zniżki w Joann’s Fabrics zakupię sobie bawełnianą kremową koronkę, której nigdy nie ma za wiele. To jeden z moich ulubionych elementów do kraftowania.


2 komentarze:

lady-of-shalott pisze...

O rany! Ty jestes normalnie jak fabryka! Tyle zakładek!:)

szkieuka pisze...

wczoraj wieczorem faktycznie czulam sie jak fabryka... ale dzisiaj skasowalam pieniazki za te zakladki i w fabryce jest dzien wyplaty :)