poniedziałek, 12 listopada 2007

zakupowy stres, papierowa relaksacja

Nie cierpię zakupów. Niektórych. Bo przykładowo papier lubię, przedmioty lubię, nawet buty w miarę mogą być. Książki bez ograniczeń. Krafty. Ale ciuchy – NIE_CIE_RPIĘ. Frustruję się niemożebnie, że naprzymierzać się trzeba, a skuteczność kształtuje się na poziomie jakichś 20%. Człowiek się zmacha i zgrzeje od tego wkładania i zdejmowania. Dodatkowe utrudnienie jest takie, że do przymierzalni bierze się ograniczoną ilość ciuchów, więc trzeba wyskakiwać po następną porcję. (Gdyż jak już idę na zakupy, to hurtowe.)
Włos się mierzwi, okulary przekrzywiają, człowiek czerwienieje na pysku, a tu jeszcze kolanówka raczy puścić oczko, które przy takiej ilości ruchu wtrymiga przybiera rozmiary równe przekrojowi salcesonu i zaraz wyskakują przez nie trzy palce. Albo i pięć. Brrr. Stresssss.
Pocieszyłam się w Burlington, bo odkryłam, że sprzedają znów butki z zameczkiem z boku, które miałam dwa lata temu i schodziłam do zera niemal. Rok temu ich nie było, a tu znowu się pojawiły. Hurra.
Mniej radosny jest fakt, że moja Christmasowa praca nie zostanie jednak opublikowana w Prawdziwym Magazynie o Papierowych Kraftach, bo... magazyn się we wrześniu był zamknął i został wchłonięty przez inną publikację. Którą też poleciałam wczoraj w księgarni przejrzeć, ale niestety mojego krafta w niej nie ma. Bu.
Cieszę się za to na zakupy książkowe w Polsce – wydrukowałam sobie listę z Merlina, nie żeby wszystko na niej nabyć, bo by chyba walizki brakło, ale żeby się obznajomić. Z tutejszych zakupów przedwyjazdowych mam już prawie wszystko z głowy, czekam jeszcze na zamówione kosmetyki oraz śruby do lodospadów (! :D). Odbieram kurtkę z pralni chemicznej oraz zdjęcia z wywoływania, a także jutro jeszcze nabywam laptopową torbę dla Pasierbiczki. Zamawiam przejazd na lotnisko, drukuję bilet i wio.
Okazało się też w weekend, że przygotowanie zdjęć do wywołania nie jest takie proste i zabiera ze trzy razy tyle czasu, ile sobie człowiek nieopatrznie zaplanował. Miałam taki pomysł, żeby zrobić album z tegorocznego kalendarza, taki ze sprężynkami – że to zdjęcia opisujące właśnie ten rok. Pomysł tyleż ciekawy, co niepraktyczny, bo zdjęcia jednak ciężkie są i przy większej ilości kalendarz by się giął. Zakupiłam więc w Walmarcie dwa standardowe albumy z białymi kartkami i planuję, że w samolocie oraz w czasie czekania będę wklejać fotki. Na lepkich kwadracikach, bo kleju na pewno nie można wieźć w bagażu podręcznym.
Wybieranie zdjęć z dobrych kilku tysięcy, redukcja ich ilości oraz zmniejszanie zabierają furę czasu. Tak z pięć godzin. Zmniejszam w PhotoShopie, żeby mieć po dwa obrazki na jednym zdjęciu. Raz, że taniej, a dwa, że albumów by brakło na wszystko J.
Wieczorem jeszcze zrobiłam wiaderko gulaszu (do zamrożenia, żeby panowie mieli gotowca w lodówce) oraz mięsko na dziś... i padłam. Nawet się za papier nie brałam, ale obiecuję sobie, że dzisiaj na pewno coś wyprodukuję. Kiermasz w pracy zasuwa jak japońska kolejka, a tu jeszcze by się zdało na kiermasz w Polsce, i jeszcze chyba jednego ateciaka mam wysłać przed wyjazdem...
Tak, że jak tylko uporam się z zakupami w Sklepie Najbliższym oraz z obiadem i lasagna do zamrożenia, siadam do klejenia.
A jak wrócę, to mam w pracy osobę, która należy do dwóch klubów książkowych i chce pozostałym członkom dać na święta zakładki. Jedne były związane z dębem, a drugie z flamingiem. I za pieniążki :)

2 komentarze:

ania pisze...

Ja nie cierpie kupowac dzinsow. Same dzinsy uwielbiam, ale kupowanie ich to meka (a nosze rozmiar 4, wiec gdzie problem?). Matko. Raz przymierzylam 16 par w jednym sklepie i zawsze cos bylo nie tak. Za krotkie, za niskie w stanie, za wysokie w stanie, za duzo strechu, za dlugie (choc to rzadkosc), no nic tylko sie pociac.
Najgorzej, gdy sie kupuje, gdy czegos potrzeba natychmiast.

pasiakowa pisze...

Och.. ja też niecierpię zakupów ubraniowych. Wybieram się na nie w ostateczności, jak już nie ma co włożyć na siebie i cały dzień złażam w podobnych hurtowych ilościach ;)
Cieszę się niesamowicie z powodzenia kiermaszu.. no i tego zamówienia zakładkowego :D
Hmm.. praktycznie spełnia Ci się marzenie o robieniu kartek na sprzedaż ;)