czwartek, 3 listopada 2011

1020. z tej samej sterty papieru...

... wyskoczyły mikołaje, aże cztery. Wycięte z papieru z kompletu, podklejone kartonikiem, potem na kwadracikach z lepkiej gąbki przytwierdzone do podłoża, celem uzyskania efektu bardziej trójwymiarowego. No i jeszcze inwencja w postaci kuleczki z waty na czapie :)



Poza tym dzień dziś jest z tych, co to od rana trwa wieczór, półmrok, pochmurność, ogólnie przygnębiająca pogoda. Chorość jakaś mnie też nabiera, do której bakcyla pobrałam zapewne na zakładzie, bo kilka osób chyrla, że strach się do nich zbliżać. Nie za bardzo wiem, jak sobie wyobrazić bakcyle w powietrzu - myślę, że jakieś takie pchełki, ale jak daleko potrafią doskakać?

Nie ma jednak miejsca na obijactwo, bo pojutrze kiermasz i trzeba zmontować stertę wszystkiego do zabrania. Wczoraj skończyłam torebusie (poniżej część produkcji) - powstała rekordowa liczba, bo aż 51. Całe szczęście, że nie muszę już rozkminiać od zera wystroju, wizytówek i całej reszty. No i stanowczo wybijam sobie z głowy zabieranie wielkiej sterty papierów, pieczątek itd., że niby niewiadomoile mi się uda natworzyć w ciągu sześciu godzin trwania kiermaszu; szydełko, nici i kilka kamulców do obrobienia powinno wystarczyć! I może rolka papieru toaletowego oraz woda do produkcji "odlewów"?


Brak komentarzy: