środa, 15 kwietnia 2009

483. pracowity wieczór

Skończyłam wreszcie czwartego ateciaka na wymianę lawendowo-niebieską, więc mogę wysłać.
Uszyłam wczoraj firanki do sypialni (tzn. przecięłam długachną firanę z ikei na pół i wykończyłam.) Dzięki temu mogłam wynieść z kraftowego stołu maszynę do szycia, co z kolei umożliwiło przekopanie się przez sterty wszystkiego, wyrzucenie części, rozdysponowanie reszty tam, gdzie się należy.
Z kolei dzięki temu będę mogła ogarnąć obozowisko przy mniejszym stole, tym telewizyjnym, gdzie w tej chwili parkują liczne pudła i "tace", jak to sobie nazywam, czyli niskie, a sztywne pudełka (zebrane na zakładzie z próbek kosmetyków, jakie do nas przychodzą), gdzie trzymam sobie tusze, farbki i co tam jeszcze.
Stół kraftowy przyda mi się również do napisania papierowego listu oraz do studiowania nie-internetowych przewodników turystycznych przy akompaniamencie dobrej herbaty albo kakao.

4 komentarze:

cynka pisze...

och te Twoje ATC !

Yadis pisze...

Ateciaki fantastyczne - i na dodatek w moich kolorach. Cudowne...

kasia | szkieuka pisze...

...a to jeszcze nie koniec z ateciakami, bo czeka w kolejce wymiana 3 albo 6 dowolnych szytych, oraz wisze jednej pani zolwia, oraz zapisalam sie jeszcze na szyte chunky pages, strony 10x10 cm. Uff.
Dzieki serdeczne za mile slowo - zawsze przyjemnie przeczytac, sie sie kraft podoba :)
Jakos nie zauwazylam nawet, kiedy od papieru przeskoczylo mi sie na filc, nitki i koraliki...

kasia | szkieuka pisze...

.