sobota, 19 stycznia 2008

sobota arktyczna

Kanada nasłała na nas balon zimnego powietrza, więc w południe mamy cudną temperaturkę -19 Celsjusza. Byrr. Cieszę się z wielu rzeczy, które się NIE zdarzyły - nie zdechło mi auto, nie zamarzły w nim drzwi ani bagażnik, nie było ślisko, nie zaspałam. Jestem sobie teraz w pracy, choć sobota właśnie, żeby trochę podgonić. Niestety, przez najbliższe tygodnie będę pracoholikiem z przymusu. Hm, czy to aby jest nadal pracoholizm? Czy może pracoholikiem się jest z własnego pragnienia i potrzeby emocjonalnej?
Cieszę się również z tego, że lekcja polskiego mi dzisiaj poszła w miarę spokojnie - po ostatniej środzie i sobocie pełnej płaczów (tak, tak, dzieciaki mi na lekcji płakały) i kompletnej dezorganizacji. Wymalowałam na tekturze tabelę, w której zapisuje się plusy i ewentualnie minusy - i za zachowanie, i za wiedzę. Głupia sprawa, bo najstarszemu i najlepszemu zapowiedziałam, że dostanie minusa, jeśli będzie za często odpowiadał; niekiedy muszę go prosić, żeby dał szansę młodszym albo tym, na których akurat przypada kolej, a on zbytnio nie chce. Plusy i groźba minusów pomogły - i koncentracja wzrosła chyba z dwieście procent, i zasięg grzebania w pamięci.
Zastanawiam się czasem, czy te lekcje to sukces, czy porażka, jak na taki długi czas - chyba półtora roku mija, albo ciut więcej. Kilkaset słówek, trochę czasowników, nieco wyrażeń, trochę wiedzy o Polsce. Z drugiej strony - o końcówki nawet nie próbuję się starać (tylko trochę czasowniki), pisać nie umieją (nie kładę nacisku na prośbę rodziców), ze składaniem zdań różnie bywa.
Z trzeciej strony - piątka dzieci po przejściach rodzinno-emocjonalnych, z ośmioletnim rozrzutem wiekowym, a na okrasę jeden egzemplarz z ADHD; półtorej godziny na tydzień, bez zadawania zadań i praktycznie bez zapisywania niczego. Może nie jest źle :).
Kiedy wracam wieczorem do domu, nie mam miejsca w mózgu na przetwarzanie żadnych konkretnych informacji. Mogę wegetować, albo ewentualnie siedzieć przy kraftowym stole... i czerpać radość przykładowo z faktu, że jadą do mnie ateciaki z Singapuru :). Bardzo lubię wymiany, przy których muszę sprawdzać w atlasie, skąd dokładnie będzie jechała przesyłka. A wczoraj wytworzyły się cztery sztuki - podoba mi się to wielowarstwowe wycinanie, spróbuję zastosować na kartce z życzeniami.

2 komentarze:

Ingrid pisze...

Kobieto!!! piękne rzeczy tworzysz :o)
codziennie już tak od wielu, wielu miesięcy codziennie siedzę i wytrzeszczam swe gały na te cudeńka które czynisz i na to co piszesz, podziwiam szczerze i chcę wiecej :D
pozdrawiam ciepło w ten mroźny dla Was dzionek(u nas raczej wieczorek
;)z deszczowej Polski
pisz i wklejaj zdjęcia ile tylko się da :D, bo szaleje za Twoją sztuką :D

szkieuka pisze...

alez dziekuje za tak wylewne okazanie podziwu - nie sadzilam, ze az taka fanka gdzies istnieje :D