czwartek, 13 września 2007

Drobiazgi

Oglądaliśmy wczoraj film „Pięć osób, które spotkasz w niebie”. Uchlipałam się, jak dawno mi się już nie przydarzyło. Zbyt wiele tam się działo, żeby opowiadać – i jak streścić to, że życia ludzkie są ze sobą połączone w nieoczekiwany i niewidoczny dla nas sposób, że koniec bywa często początkiem czegoś nowego, że nawet przyziemne i powtarzalne czynności, zdawałoby się nudne, być może ratują komuś życie.
Jeśli ktoś lubi obrazy pędzące jak japońska kolejka, to raczej nie powinien się brać za ten film; sama trochę się zaniepokoiłam, kiedy minęła już ponad godzina, a główny bohater rozmawiał dopiero z drugą osobą z listy pięciu. Jedyne szybkie zmiany to skakanie między scenografiami (od różowo-plastikowego wesołego miasteczka do płonącej wioski podczas wojny na Filipinach), a zarazem ważnymi punktami w życiu Eddiego, ale wszystko jest jasne i trzyma się całości. Bardzo miła przygoda.
Wczorajsza lekcja przyprawiła mnie o refleksje, że nie nadaję się do nauczania, bo sobie nie umiem poradzić z dzieciakami. Na szczęście takich lekcji jest gruba mniejszość, poza tym w środowe wieczory są już zmęczone i rozkojarzone, więc prawdopodobieństwo takiego zachowania jest większe. Poza tym gdybym od początku była Panią Nauczycielką, która przychodzi tylko na lekcje i nie interesuje jej życie uczniów poza tym, być może sytuacja byłaby inna. Z drugiej strony myślę sobie, że jednak w ostatecznym rachunku lepiej jest mieć układy bardziej przyjazne, robić z dziećmi krafty, przynosić różne rzeczy na „show and tell” – zapamiętają sobie może i to, gdzieś im się później w życiu przydadzą te informacje pozalekcyjne. A trudne lekcje trzeba przecierpieć i na następnej zacząć od początku (oraz od krótkiej mówki umoralniającej.)
Po drodze do pracy cyknęłam raz jeszcze wywrotkę z asfaltem – co ja poradzę na to, że mnie ten widok zaskakuje i fascynuje? Że stoi takie wielkie i się nie wywraca. Proszę sobie powiększyć i zwrócić uwagę na NOGI wystające spod klapy :D.

A na biurku w pracy mam lava-lamp, która tworzy czasem przedziwne kształty.

3 komentarze:

pasiakowa pisze...

Hihi - wygląda tak, jakby kogoś połykała ta wywrotka :)

szkieuka pisze...

no wlasnie... kiedys juz takie widzialam na naszej ulicy i tez mialam aparat, ale mnie zatkalo z wrazenia i nie zdazylam pstryknac dobrego zdjecia :D

szkieuka pisze...

sprawdzam, czy mi sie obrazek pokaze :)