Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post-it-notes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post-it-notes. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 listopada 2012

1234. budujemy nowy dom...

...przypomniała mi się ta piosenka, choć ni do końca się sprawdza, bo okazja, na którą robiłam karteluszki, to zwykła przeprowadzka, a nie wielkie budowanie czegoś od podstaw.


Z radością zastosowałam dwa stempelki siedzące już od jakiegoś czasu w poczekalni.


Z innych wiadomości - w ciągu ostatnich kilku dni zrobiłam 45 torebeczek - chybam sobie jeszcze nigdy w życiu takiego maratonu nie zapodała :) Tu jest ich więcej, bo miałam jeszcze conieco z poprzedniego kiermaszu, tak że w sumie mam 70 (10 jeszcze w osobnym pudełku).


No i jeszcze maraton przywieszkowo-wizytówkowy... recyklinguje się karton ze starych kartek świątecznych, które na zakładzie miano wyrzucać, ale przecież tyle tam jest fajnej powierzchni!


Tak, że na dzisiejszy wieczór zostało właśnie skończenie tagów, napieczątkowanie na torebki, wklejenie tekstów do eksplodujących pudełek i ogólne spakowanie. Na jutro nie ma co liczyć, bo trzeba wyjechać o siódmej, wszak udaję się w nieznane i dość daleko.

czwartek, 17 listopada 2011

1031. po przeprowadzce

Wczoraj wyprodukowałam rekordową ilość torebeczek - aże trzynaście. Miało być dwanaście, ale jakoś się rozpędziłam :) Opakowania tym razem, jak już wspominałam wczoraj, stanowią recykling kartek świątecznych.


Dokończyłam minimalistyczne kartki, tylko się zagapiłam i zamiast zrobić im zdjęcia na stojąco, żeby widoczne było faliste wycięcie, pstryknęłam tak właśnie...


Przypominam zarazem o craftypantkowym wyzwaniu w listopadzie, bo barbaśnieżynki powstały w ramach Małego Craft-Chemika.


A co do przeprowadzki... przeniosłam jakieś 90% klamotów do nowej dziupli, która na wstępie poraziła mnie swoim chłodem, wręcz odpychającym. Niemniej jednak po oblepieniu jej przedmiotami nie jest chyba tak źle.


Jest też półka z eksponatami:


No i nadal posiadam okno, a nawet można powiedzieć, że nastąpił upgrade w tym zakresie, bo patrzę teraz na drzewo (no dobra, i ulicę), zamiast na parking z autami!


Przenosiny to dla mnie zawsze z jednej strony trauma, bo trzeba trochę powyrzucać, a z drugiej - okazja do dokonywania radosnych odkryć, bo, jako wzorowy chomik, zapominam o części zamelinowanych przedmiotów. A takie fajne papiery mam na składzie, oraz inne materiały! A ile obrazków do kolaży (które robię bardzo rzadko, ha ha)!

środa, 16 listopada 2011

1030. finisz pewnego etapu

Etap polega na tym, że jutro mam przynieść babkom w pracy świąteczności. Zapewne to nie ostatni rzut, ale trzeba się było zmotywowac na umówiony dzień.

Mamy więc skrapuszka - oto przedstawiciele grupy składającej się z jedenastu egzemplarzy o różnej tematyce, bo przecież nie można cały czas siedzieć w świętach:



Po drodze natknęłam się na uroczą ilustrację z listkami, jaką przysłał nam któryś bank w materiałach promocyjnych. Przy udziale ścinków oraz torby z Panera Bread jako głównego tła (kapitalny, grubaśny szary papier o przyjemnej szorstkości) powstała kartka, która nada się na wyzwanie w Skrapujących Polkach.


I jeszcze na koniec wips - do jutra uklei się szybciutko kilka torebeczek ze starych kartek świątecznych. Pudło pełne takowych, a zapewne w styczniu przyjdzie nowy transport... nie ode mnie, bo ja nie jestem w stanie wyrzucić żadnych otrzymanych kartek ani listów (przywlokłam nawet do Hameryki korespondencję z czasów licealnych...), ale baby w pracy pewnie naniosą.

wtorek, 15 listopada 2011

1029. nowe śniegi

Sypnęło na kraftostole śniegiem srebrzystym, pobłyskującym w świetle... chociaż na zewnątrz jesień, pachnie wilgotnymi liśćmi i, o dziwo, tu i ówdzie wisi jeszcze trochę złocistości, choć to przecież połowa listopada i zamiast gonić w sweterku (i z gołymi stopami w letnich czółenkach), powinno się paradować w kurtach z futrem na kapturze.

Mój śnieżek to brokat przylepiony na barbasolu z klejem - kontynuacja listopadowego wyzwania w Craftypantkach. Ze zdjęciami jest tak-sobie, bo fotografowanie bieli i srebrzystości nigdy nie było moją mocną stroną.



Sprawdzałam, jak zachowa się fabryczny kartonik z brokatem, kiedy dołoży się dodatkową warstwę embossingu na gorąco. Otóż zachowuje się znakomicie, można dokładać :)


I jeszcze szczegóły "ocukrowanych" drzewek:


Kiedy już śniegi wyniosły się ze stołu, nadeszła pora na świąteczne skrapuszka. Waham się, czy dokładać elementy bardziej fikuśne, trójwymiarowe, bo jak baba jakaś zacznie nosić w torebce, to się może poniszczyć... więc na razie mamy ozdóbki raczej pancerne.


No i na koniec jeszcze wips - do karteluszki z wycięciem falistym oraz barbaśniegową gwiazdką należy jeszcze dołożyć napis:


poniedziałek, 14 listopada 2011

1028. śnieg na kraftostole

Znów sypnęło trochę śniegiem - tym razem z dziurkacza MS, troszkę powiększonego przez zlepienie dodatkowych elementów. Popaciałam rzecz następnie gessem oraz akrylówkami - białą perłową i później akcentowo szampańską.


Śnieżynki poszły na wierzchy skrapuszek, które nie od razu mi się udały... Po kilku próbach mam chyba wreszcie odpowiednie wymiary, w które wliczona jest grubość kartonu, papieru, warunki atmosferyczne i natężenie światła na kraftostole.


A dziś rano zrobiłam sobie zapas barbaśniegu, który powinien wyschnąć w sam raz na wieczór. Następne w kolejce - renifery!

czwartek, 10 listopada 2011

1027. maraton

Mikołajenie chyba natenczas zawieszę, bo mam już cały rządek karteluch z tym motywem... bo wiem, że jest popyt.



Tagi z literkami... hm, nie za bardzo jestem zadowolona z efektu, ale niechaj będzie. Eksperyment odbyty.


Zaeksperymentowało  się również z większym formatem karteczek-przylepek - oto prototyp skrapuszka, bo zdaje się, że taka nazwa powstała dla tego rodzaju "upgrade'ów".


I jeszcze proszono mnie o sporządzenie aktówki dla ośmiolatka, jako że bardzo mu sie podobały moje dziewczyńskie torebusie, co wzbudziło niepokój jego mamy :) A ponieważ chłopaczek miał akurat wczoraj urodziny, to dołożyłam mikro-karteczkę, mieszczącą się w sam raz do aktówki.


Poza tym w kolejce siedzą elementy na wytęsknione kartki śniegowe - wieczorem będzie się mieszało następną porcję barbaśniegu, bo drzewa czekają!


Podobnie, jak czeka na wysklejanie strona journalowa o czytaniu i smakowaniu słów...


I to by było na tyle :)

EDIT: Łapanie jedenastek!

czwartek, 3 listopada 2011

1020. z tej samej sterty papieru...

... wyskoczyły mikołaje, aże cztery. Wycięte z papieru z kompletu, podklejone kartonikiem, potem na kwadracikach z lepkiej gąbki przytwierdzone do podłoża, celem uzyskania efektu bardziej trójwymiarowego. No i jeszcze inwencja w postaci kuleczki z waty na czapie :)



Poza tym dzień dziś jest z tych, co to od rana trwa wieczór, półmrok, pochmurność, ogólnie przygnębiająca pogoda. Chorość jakaś mnie też nabiera, do której bakcyla pobrałam zapewne na zakładzie, bo kilka osób chyrla, że strach się do nich zbliżać. Nie za bardzo wiem, jak sobie wyobrazić bakcyle w powietrzu - myślę, że jakieś takie pchełki, ale jak daleko potrafią doskakać?

Nie ma jednak miejsca na obijactwo, bo pojutrze kiermasz i trzeba zmontować stertę wszystkiego do zabrania. Wczoraj skończyłam torebusie (poniżej część produkcji) - powstała rekordowa liczba, bo aż 51. Całe szczęście, że nie muszę już rozkminiać od zera wystroju, wizytówek i całej reszty. No i stanowczo wybijam sobie z głowy zabieranie wielkiej sterty papierów, pieczątek itd., że niby niewiadomoile mi się uda natworzyć w ciągu sześciu godzin trwania kiermaszu; szydełko, nici i kilka kamulców do obrobienia powinno wystarczyć! I może rolka papieru toaletowego oraz woda do produkcji "odlewów"?


piątek, 23 września 2011

997. mandala-la-la

Craftypantki reprezentowane tym razem  przez Mrouh zajęły się dziś mandalą, a to w związku z trwającym wyzwaniem piaszczysto-kamiennym. Związek mianowicie jest taki, że klasyczne mandale tybetańskie robi się właśnie z piasku.

Na blogu znalazł się wywiad ze specjalistką od przepięknych mandal w bajecznych kolorach, a także prace naszego składu. Mój wkład był poniekąd monotonny, gdyż przypięłam się do jednej pieczątki z zestawu hinduskiego i najpierw wyszły mi z niej cztery kartki świąteczne...



....potem jedna nieświąteczna, ale za to z efektem trójwymiarowości na małych, lepkich gąbeczkach... 


...a na koniec resztka z powyższego znalazła się na jednej z torebeczek z żółtymi karteczkami:


Zapraszam do oglądania dzieł pozostałych dziewczyn z naszego zespołu!

poniedziałek, 19 września 2011

994. weekendowe krafty

Mała armia torebeczek z karteczkami-samoprzylepkami (nareszcie się nieco ścinków wykorzystało)...


...stertka notesów małych i dużych (z odpadków z drukarni)...


...kartki świateczne (z wykorzystaniem elementów z zeszłego roku)...


...kartki jesienne, mniamuśne papiery - K&Company, ofkors :)


Szczegóły - bo i papier fajny, z błyszczącą powłoką na niektórych elementach, i sklepowe przydasie też mi się podobają.


A to nie koniec maratonu... będzie tak do piątku, a w sobotę - kiermasz!

poniedziałek, 20 września 2010

829. na dwa wyzwania

W weekend wygrzebałam z czeluści szuflady koszyczek z szablonami do torebeczek z samoprzylepnymi karteczkami – jakoś tak przedświątecznie, bo w zeszłym roku baby w pracy były w tym właśnie czasie zainteresowane. Na razie zmontowałam dwie na wyzwania: zestaw kolorystyczny zielono-pomarańczowo-kremowy w Art Piaskownicy, oraz kropeczki w Wednesday Stamper.
Over the weekend I dug out a little basket with the templates and other components for the purses that hold post-it notes. I made two purses – one for the green-orange-crème color scheme challenge in Art Piaskownica, and the other – for the polka dot challenge with Wednesday Stamper. Actually, both purses include polka dots – they are made from the same, double-sided paper, so the flowery one has polka dots inside.

A potem poszłam za ciosem i dokończyłam jeszcze dwie z zeszłego roku. W ogóle, jak tak grzebię, to okazuje się, że pochowałam w różnych pudełeczkach rozmaite prefabrykaty, rezultaty eksperymentów, i teraz niewiele trzeba, by wmontować je w COŚ. Może oprócz Akcji Ścinek powinnam zapodać sobie Akcję Prefabrykat :)

Natomiast w PL, mam nadzieję, wspólnie z siostrzeńcem Kamilem wbijemy zęby (choć tylko w przenośni) w całkiem nowy kraft – mianowicie w mydło. Zakupiłam w sobotę muszelkowe foremki, gdyż ślimaki to jego ulubiony motyw. Byłam akurat w supermarkecie kraftowym celem odkręcenia zeszłotygodniowego wypadku, w którym zwaliłam na ziemię ramkę koleżanki w pracy i oczywiście szybka poszła w drobny mak. Najpierw spędziłam godzinę z okładem szwendając się po sklepach z ramkami, ale akurat takiego kształtu nie było; potem doznałam oświecenia, że przecież w kraftsklepach oprawiają profesjonalnie obrazy itp., więc może i kawalątko szkła mi przytną! Takoż się i stało, ale że musiałam czekać nieco w kolejce, to poszłam wędrować między półkami.

Teraz do rozgryzienia jest pytanie, czy w PL da się kupić w miarę tanio przezroczyste mydło; można by wtedy zatopić w tych muszelkach małe cosie, choćby... prawdziwe muszelki. Jakoś od dawna za mną chodzi to mydlenie razem z wspomnieniami czasów kryzysowych, kiedy zbierało się wrzecionowate, zmydlone resztki, rozpuszczało, a potem odlewało nowe kostki w pudełkach po serkach homo. Teraz, można powiedzieć, będzie upgrade, przynajmniej pod względem kształtu :)


czwartek, 24 września 2009

602. jesień idzie przez biurko

I znowu niespodzianka... ktoś zostawił mi na biurku dwa zestawy jesiennych papierów i dwa zestawy skoordynowanych z nimi ćwieków. Na razie nie doszłam, kto jest dobroczyńcą, śledztwo trwa. Może to jakiś prezent z okazji 12 rocznicy zatrudnienia, która właśnie minęła?

Część papierów jest wyraźnie halloweenowa, a to chyba jedyna okazja, na jaką nic nie robię. Niemniej jednak jest to część niewielka, a reszta błyszczy fajną zielenią, pomarańczem i żółcią, więc powstanie z tego jakaś piękna jesień (a zieleń to i na Christmasy się nada.)

W tak zwanym międzyczasie natłukłam kolejną porcję torebek, których nie będę pokazywać, bo ileż można, ale też postarałam się odpowiedzieć na wyzwanie co do wersji bardziej męskich. Nie wiem, czy akurat bardzo męskie mi wyszły, ale z pewnością mniej kobiece od torebeczek.

Akwarium ma wewnątrz kilka tajnych rybek.

Z prawej mini-książka ze złoconym brzegiem, z lewej - nutki po prostu, powstały wczoraj jako czwarty zestaw i chyba mi się trochę kończyła wena.

Wersja ze znaczkiem - wewnątrz jest jeszcze jeden, takoż austriacki z jakąś architekturą.


PS. Wydało się – niejaka Linderella obdarowała Niki i mnie takimi samymi zestawami i teraz na wtorek mamy zrobić COŚ przy ich użyciu. I jak ja mogę w takich warunkach pracować, kiedy trybka w głowie mielą papierowe pomysły, zamiast przesypywać cyferki w tabelkach?

piątek, 14 sierpnia 2009

569. Simon Says… | Szymon mówi…

This is a series of items for the challenge on the blog “Simon Says Stamp!” The task was to create anything but a card, so I made a few purses with the little post-it-notes inside. I used my favorite K&Company double-sided papers (it’s easier this way – in the past, I would glue two one-sided papers together, but folding is more tricky then, as it often leads to unexpected wrinklage.)

I have a lot of purse inspiration at work, because one of the ladies has a calendar with a new photo of a gorgeous purse for each day. Yum! (She has a ton of real purses, too.)

Rzadko mi się zdarza brać udział w wyzwaniach, ale tym razem wczorajsza produkcja zbiegła się z zadaniem na blogu Simon Says Stamp! Trzeba było zrobić coś, co nie jest kartką, a na moim stole powstała seria torebeczek z małymi bloczkami żółtych karteczek-samoprzylepek.

Wykorzystałam ulubione papiery, czyli K&Company – są dwustronne, co znakomicie ułatwia zadanie. Dawniej sklejałam dwa zwykłe papiery, ale wtedy rzecz była bardziej pracochłonna. A tu – ślicznie skoordynowane wzory są już gotowe.

Mam już pomysły na dalsze egzemplarze... ach, zamiast przebywać na zakładzie i zapełniać tabele cyferkami moglabym kleić, kleić!