...ale na początek jednak niebieszczynka. Dostałam filcowe kwiecie metodą "takie coś mam, zobacz, czy ci się przyda, jak nie, to daj komuś albo wyrzuć." Doszyłam koraliki, dołożyłam łodyge ze ścinka takiej marszczonej papierowej wstążki zakupionej w dawnym zabawkowym w Ch. - i mamy następującą roślinność:
W zapasie zostały jeszcze trzy kwiatki różowe (w tym dwa już z koralikami) i dwa turkusowe.
A skoro już o różowych mowa - dokończyłam dwie kartki z kraklowymi serduchami, jednym symetrycznym, drugim krzywym.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filc. Pokaż wszystkie posty
środa, 9 stycznia 2013
środa, 23 listopada 2011
1035. pierwszy filcok w życiu
Pora się conieco pochwalić pierwszym w życiu przeżyciem filcowym. Zaprosiła mnie do siebie na urodzinowe kraftowanie Karen, właścicielka sklepiku Fairy Tale Fashions na Etsy. Przygoda była wielka, poczynając od tego, że pierwszy raz jechałam samodzielnie z GPS-em, musiałam się przeprawić przez kilka Straszliwych Autostrad (mnóstwo pasów, bramki, rozjazdy, pętle, ach! Dawniej jakoś byłam bardziej samodzielna, ale teraz w zasadzie wszędzie jeździmy razem, Tomek ma mapę okolicznych hajłejów w głowie, więc się odzwyczaiłam od używania tej części mózgu.)
Karen mieszka z funfelką w malutkim domku, który nazywają cottage i jest to słowo znakomicie oddające jego naturę; wystrój bardzo kobieco-filiżankowy, wymuskane szczegóły, Simon i Asher - dwa futrzaste kocury, pokoiki jak w domku dla lalek i jej pracownio-sypialnia na czymś w rodzaju stryszku, z wyginanym dachem i starodawnymi meblami. I oczywiście ścianką z pojemników na kraftmateriały.
Część kobietek zajęła się klachaniem, a część zasiadła przy wielkim, jak na ów domek, stole. Wyjechały koraliki, bransoletki z zawieszkami, co tam kto ze sobą przywlókł, no i oczywiście filc. Przyniosłam kłaki zakupione rok temu w Polsce, Karen odpaliła igły i gąbkowe podstawki i zaczął się pokaz. Takie to łatwe miało być - ale oczywiście rezultatem mojej pierwszej próby był nieforemny plasterek, zbity i ciężkostrawny :)
Potem jednak szło coraz lepiej i do końca sesji nafilcowałam płatków na taki oto kwiatyś, po czym przy pomocy Karen je połączyłam (jako baza przydała się moja pierwsza krzywulcowa próba), więc pozostaje mi przytwierdzenie koralika i zapinki od spodu.
Nadal jednak najbardziej lubię papierrrrr :) Oto strona komentująca moje ostatnie dni na zakładzie, po przenosinach do tego nowego miejsca, co nie ma wielkiego sensu i na dodatek obfituje w dźwięki zupełnie niepotrzebne w miejscu pracy... ale ponieważ się nie da tego zmienić, trzeba jakoś przy obecnym biurku zakwitnąć. Poniższa strona artjournalowa nadaje się na wyzwanie w Kreatywnym Polu.
Karen mieszka z funfelką w malutkim domku, który nazywają cottage i jest to słowo znakomicie oddające jego naturę; wystrój bardzo kobieco-filiżankowy, wymuskane szczegóły, Simon i Asher - dwa futrzaste kocury, pokoiki jak w domku dla lalek i jej pracownio-sypialnia na czymś w rodzaju stryszku, z wyginanym dachem i starodawnymi meblami. I oczywiście ścianką z pojemników na kraftmateriały.
Część kobietek zajęła się klachaniem, a część zasiadła przy wielkim, jak na ów domek, stole. Wyjechały koraliki, bransoletki z zawieszkami, co tam kto ze sobą przywlókł, no i oczywiście filc. Przyniosłam kłaki zakupione rok temu w Polsce, Karen odpaliła igły i gąbkowe podstawki i zaczął się pokaz. Takie to łatwe miało być - ale oczywiście rezultatem mojej pierwszej próby był nieforemny plasterek, zbity i ciężkostrawny :)
Potem jednak szło coraz lepiej i do końca sesji nafilcowałam płatków na taki oto kwiatyś, po czym przy pomocy Karen je połączyłam (jako baza przydała się moja pierwsza krzywulcowa próba), więc pozostaje mi przytwierdzenie koralika i zapinki od spodu.
Nadal jednak najbardziej lubię papierrrrr :) Oto strona komentująca moje ostatnie dni na zakładzie, po przenosinach do tego nowego miejsca, co nie ma wielkiego sensu i na dodatek obfituje w dźwięki zupełnie niepotrzebne w miejscu pracy... ale ponieważ się nie da tego zmienić, trzeba jakoś przy obecnym biurku zakwitnąć. Poniższa strona artjournalowa nadaje się na wyzwanie w Kreatywnym Polu.
Labels:
albumy,
art journal,
filc,
papierrr,
wyzwania
Subskrybuj:
Posty (Atom)






